Reklama

Kalendarze 2019

Kapłan i patriota

2018-03-21 09:42

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 12/2018, str. IV

Karolina Krasowska
O. Leander Henryk Kubik spoczywa w Nowym Kramsku u boku swej matki

„Polska stoi dziś na straży własnej wartości i honoru Europy. Więcej niż kiedykolwiek potrzeba nam hartu ducha, zdrowia i tężyzny moralnej, jeżeli chcemy wytrwać zwycięsko aż do końca” – tak w jednym z grypsów w śledczym więzieniu gestapo w Rawiczu pisał aresztowany w Wielki Piątek 1941 r. o. Leander Henryk Kubik – benedyktyn, który skatowany przez hitlerowców zmarł 14 października 1942 r. w więzieniu we Wronkach. Słowa te wydają się być dzisiaj tak bardzo aktualne wobec coraz bardziej postępującej relatywizacji Europy i potrzebującego nawrócenia świata

Dziś, jak nigdy wcześniej, potrzebujemy mocnych i wyraźnych autorytetów kapłanów, swoim życiem nauczających wierności Panu Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie. Kapelan Czarnego Legionu bez wątpienia był i wciąż jest dla nas takim świadkiem, a szczególnie teraz, kiedy obchodzimy 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.

Ojciec Leander

Henryk Kubik urodził się 4 stycznia 1909 r. w Starym Kramsku (parafia Nowe Kramsko) na Ziemi Babimojskiej. Był trzecim z siedmiorga dzieci Marianny i Karola Kubików. Jego ojciec był rolnikiem, zaś matka zajmowała się gospodarstwem domowym. Małemu Henrykowi przyszło dorastać w czasach, kiedy Polska znajdowała się pod zaborami, a Stare i Nowe Kramsko, jak i cała Ziemia Babimojska, były pod panowaniem pruskim. Dzięki Kościołowi i duchowieństwu mieszkańcy parafii oparli się jednak ponadstuletnim, silnym wpływom germanizacyjnym i zachowali swój język ojczysty, silną wiarę katolicką, kulturę i polski charakter. W 1915 r. 6-letni Henryk rozpoczął naukę w niemieckiej szkole podstawowej w Starym Kramsku. Przeżył też pierwszą tragedię – śmierć ojca na froncie pierwszej wojny światowej pod Białymstokiem. Odtąd wychowaniem dzieci zajmują się matka i wuj Walenty Kubik. Po ukończeniu szkoły podstawowej w 1919 r. przyszły kapłan kontynuował naukę kolejno w polskim gimnazjum w Wolsztynie, Pyzdrach oraz gimnazjum prowadzonym przez Ojców Oblatów w Lublińcu. W 1929 r. wstąpił do Niższego Seminarium Duchownego we Włodzimierzu Wołyńskim, a w listopadzie tego samego roku przyjął obłóczyny na seminarzystę. Stamtąd w 1930 r. został przeniesiony do Wyższego Seminarium Duchownego w Łucku, gdzie przez rok studiował filozofię. Idąc za głosem powołania, wstąpił do Zakonu Świętego Benedykta w Lubiniu i tam w styczniu 1933 r., po ukończeniu postulatu i nowicjatu, złożył pierwsze śluby zakonne, przyjmując imię Leander. Po złożeniu ślubów zakonnych studiował w klasztorach w Grüssau (Krzeszów), Beuron i Emaus w Pradze, gdzie 6 czerwca 1937 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk legata papieskiego na Czechosłowację abp. Franciszka Rittera. Po prymicjach o. Leander udaje się na pielgrzymkę po sanktuariach maryjnych do Wilna, Częstochowy, Lwowa i Krakowa. Z kolei po powrocie odbiera długo oczekiwane obywatelstwo polskie i kończy studia u Ojców Dominikanów na warszawskim Służewie (1937-38).

To ja jestem

Wybuch II wojny światowej zastał o. Leandra w klasztorze benedyktynów w Lubiniu. Od stycznia 1940 r. zastępował on internowanego proboszcza z Siemowa, a od sierpnia tego roku już na stałe objął tam swoją pierwszą parafię, dzięki czemu uniknął wywózki do obozu. – W Siemowie k. Gostynia daje się poznać jako gorliwy kapłan. Głosi patriotyczne, pełne nadziei kazania. Nie nawołuje do walki, ale zachęca wiernych słowami: „Przetrwajcie, nie upadajcie na duchu; zło nie może wiecznie trwać, to się kiedyś wszystko musi skończyć, tylko zawierzcie Panu Bogu” – opowiada Joachim Niczke ze Starego Kramska, który zbiera materiały i pamiątki związane z o. Leandrem. Jego niezłomna postawa została zauważona przez dowódców Armii Krajowej, wobec czego został kapelanem powstającego w Gostyniu młodzieżowego oddziału AK, tzw. Czarnego Legionu. Oddział wkrótce został zdekonspirowany, a jego członkowie, w tym także ich opiekun duchowy, aresztowani. Świadkiem aresztowania o. Leandra była p. Pelagia Naskręt z Siemowa: „Miałyśmy po 19 lat, był Wielki Piątek 1941 r. Ja i moja już nieżyjąca koleżanka Maria Janicka około godz. 10 przyszłyśmy do kościoła, by posprzątać i ustroić Grób Pański. W kościele były dwie pary nowożeńców oczekujących na spowiedź, które chciały wziąć ślub w Wielkanoc. Po chwili przyszedł do konfesjonału o. Leander. Gdy wyspowiadał młode pary, zaczął odmawiać brewiarz, a gdy pary wyszły z kościoła, wstał, wyszedł z konfesjonału i swoim zwyczajem podszedł do bocznego ołtarza Matki Bożej Bolesnej, ukląkł i zaczął się modlić. Gdy tak się modlił może z 15 minut, nagle z wielkim hukiem prawie jednocześnie otworzyły się drzwi od zakrystii i główne drzwi wejściowe do kościoła. W drzwiach stanęło po dwóch gestapowców w płaszczach, w hełmach, z karabinami. Moja koleżanka, gdy ich zobaczyła, chciała uciekać, ale gestapowcy zagrodzili jej drogę i kazali wracać, więc podbiegła i drżąca przytuliła się do mnie. Gestapowcy stanęli. Rozglądali się po kościele, a zauważywszy klęczącego o. Leandra podeszli do niego. O. Leander wstał i zapytał ich po niemiecku: „Kogo szukacie panowie?”. „Księdza Henryka Kubika” – odpowiedzieli. „To ja jestem” – oznajmił. Wtedy wymierzyli w niego karabiny i powiedzieli: „Jest ksiądz aresztowany” i dwóch gestapowców po bokach i dwóch z tyłu z karabinami gotowymi do strzału wyprowadzili o. Leandra głównym wejściem z kościoła do samochodu i odjechali”.

Reklama

Bo tak czynił Chrystus

O. Leander wraz z innymi aresztowanymi trafił do więzienia w Rawiczu. Bity i torturowany nie przyznał się do działalności w tajnej organizacji; nikogo nie oskarżył, nikogo nie wydał. Słowem, podobnie jak Danuta Siedzikówna „Inka” i wielu późniejszych Żołnierzy Niezłomnych, zachował się jak trzeba. Nie został również oskarżony przez żadnego ze współwięźniów. Tak po wielu latach o. Leandra wspominał jeden ze współwięźniów, nieżyjący już p. Marian Sobkowiak z Gostynia, który zabiegał o pamięć o kapłanie: „Tylko dzięki o. Leandrowi przeżyłem gehennę tego obozu. Byłem bardzo młody, miałem wtedy zaledwie 16 lat; byłem załamany, osamotniony i zrozpaczony. Siedziałem w Rawiczu w celi numer 88, on pod numerem 90. Gdy wybiegaliśmy podczas «wolnej godziny» na spacer, na plac więzienny, ksiądz przebiegał obok mojej celi i wrzucał do niej swoją porcję chleba. Początkowo nie wiedziałem, kto to robi. Ale pewnego razu spóźniłem się z wyjściem z celi i zobaczyłem, że to o. Leander. Spytałem: «Dlaczego ojciec to robi?». «Umartwiam się, aby Bóg miał cię w swojej opiece. Nie martw się. Pan Jezus pościł na pustyni 40 dni, to i ja wytrzymam. A ty jesteś młody, ty musisz żyć» – odpowiedział kapłan. O. Leander wspierał współwięźniów na duchu, zachęcał do modlitwy, rozdawał robione przez siebie medaliki z blachy aluminiowej, krzyżyki z drewna, różańce z nitek i napisane przez siebie modlitewniki. Przekazywał grypsy, które podnosiły współwięźniów na duchu. – Gdy więźniowie narzekali, że są bici i źle traktowani, o. Leander mówił do nich: „Pamiętajcie, módlcie się za swoich oprawców, bo tak czynił Chrystus”, co zawsze powtarzał p. Sobkowiak – mówi Joachim Niczke. 26 października 1941 r.więźniowie zostali przewiezieni z Rawicza do Zwickau, do klasztoru adaptowanego na więzienie. O. Leander działał tu jako duszpasterz więźniów. Organizował wspólne modlitwy, słuchał spowiedzi, udzielał sakramentów; pomagał chorym i potrzebującym, pocieszał, wspierał duchowo. Sam cierpliwie znosił doznawane upokorzenia. 27 kwietnia 1942 r. stanął przed sądem z pierwszą 37-osobową grupą członków Czarnego Legionu. W czasie rozprawy do niczego się nie przyznał, a nikt ze współoskarżonych go nie wydał. Został skazany na 5 lat ciężkiego obozu karnego za to, że umożliwiał przywódcom oddziału spotkania na probostwie i że wiedział o istnieniu organizacji, a nie powiadomił o tym władz okupacyjnych. W więzieniu w Zwickau o. Leander spotkał pięciu beatyfikowanych w 1999 r. przez Jana Pawła II wychowanków Salezjańskiego Oratorium w Poznaniu: Czesława Jóźwiaka, Edwarda Kaźmierskiego, Jarogniewa Wojciechowskiego, Franciszka Kęsego i Edwarda Klinika, którym udzielił ostatnie rekolekcje w ich życiu. 24 sierpnia 1942 r. w Dreźnie wykonano na nich wyrok śmierci przez ścięcie. W drugiej rozprawie przed sądem stanęła grupa 42 członków Czarnego Legionu. 13 maja 1942 r. w Zwickau 12 z nich zostało skazanych na karę śmierci przez ścięcie. Najmłodszy, Jan Kaźmierczak, miał zaledwie 17 lat. O. Leander bardzo głęboko przeżył ten fakt. Świadczy o tym wyryty z tyłu krzyżyka jego osobistego różańca napis „PAX Zwickau 13 V 1942”. Zachowane listy pożegnalne Czarnolegionistów i Pięciu Błogosławionych Młodych Salezjan, pokazują, jak wielkie znaczenie miała duszpasterska działalność o. Leandra wśród współwięźniów, ponieważ tuż przed śmiercią nie było w nich rozpaczy, natomiast głęboka wiara i nadzieja.

Epilog

20 maja 1942 r. o. Leander został przewieziony z Zwickau do więzienia w Darmstadt, następnie do Dieburgu i Wronek. Tu na 3 tygodnie przed śmiercią odwiedziła go matka. Zrozpaczona poczęła robić mu wyrzuty, że zaangażował się w Czarny Legion, wiedząc dobrze, czym to grozi. Na co o. Leander jej odpowiedział: „Dobrze, matko, wiesz, że nie mogłem tych chłopców zostawić samych. Bez opieki duchowej i bez Boga”. Wyczerpany pracą ponad siły zmarł 14 października 1942 r. Trumnę ze zwłokami sprowadzono do Starego Kramska 17 października, po tym, jak matce kapłana udało się przekupić więziennego urzędnika. Chcąc ostatni raz popatrzeć na syna, złamała zakaz i otworzyła trumnę, w której ujrzała zmasakrowane ciało w roboczym ubraniu. O. Leander został pochowany 19 października na cmentarzu parafialnym w Nowym Kramsku, gdzie obok swej matki spoczywa do dnia dzisiejszego.

Tagi:
kapłan kapłan

Jubileusz Biskupiaka

2018-09-12 10:43

Ks. Mieczysław Puzewicz
Edycja lubelska 37/2018, str. VI

Wzgórze na Czwartku należy do najwyższych w Lublinie, tam też miało swoje początki miasto. Archeologowie datują osadnictwo na tym terenie na koniec pierwszego tysiąclecia. Aż do 1934 r. na wzgórzu królował najstarszy lubelski kościół pw. św. Mikołaja. Wtedy na gruntach parafii wyrósł okazały budynek Wyższego Gimnazjum Biskupiego Męskiego, od początku zwanego Biskupiakiem

Archiwum szkoły
Gmach Biskupiaka

Do swojej właściwej funkcji Biskupiak wrócił 25 lat temu, kiedy archidiecezja odzyskała budynek, a ówczesny metropolita lubelski abp Bolesław Pylak wydał dekret o powołaniu XXI Liceum Ogólnokształcącego im. św. Stanisława Kostki. Za dewizę przyjął słowa świętego: „Ad maiora natus sum” (Do wyższych rzeczy jestem stworzony). Wcześniej szkoła podzieliła los większości katolickich placówek edukacyjnych, likwidowanych przez komunistyczne władze w Polsce na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku. Ocalało tylko kilka znakomitych szkół; w Lublinie, gdzie po wojnie zainstalowała się Polska Ludowa, pogrom dotknął wszystkie szkoły katolickie, włącznie z Biskupiakiem. Pomimo pierwotnych zamiarów zaniechano zamknięcia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Katolicka edukacja po represjach niemieckiego okupanta rychło doznała kolejnych dotkliwych szykan ze strony komunistów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Franciszek: cześć dla rodziców drogą do szczęśliwego życia

2018-09-19 12:17

tłum. st (KAI) / Watykan

O znaczeniu czwartego przykazania Bożego, prowadzącego do szczęśliwego życia mówił Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dziś około 15 tys. wiernych.

vatican.va

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W podróży w obrębie Dekalogu docieramy dzisiaj do przykazania o ojcu i matce. Mowa o czci należnej rodzicom. Czym jest ta „cześć”? Termin hebrajski wskazuje chwałę, wartość, dosłownie „wagę”, solidność danej rzeczywistości. „Oddanie czci” oznacza zatem uznanie tej wartości. Nie jest to kwestia form zewnętrznych, ale prawdy. Oddanie czci Bogu w Piśmie Świętym oznacza uznanie Jego rzeczywistości, liczenie się z Jego obecnością. Wyraża się to również w obrzędach, ale przede wszystkim oznacza nadanie Bogu właściwego miejsca w życiu. Szanowanie ojca i matki oznacza zatem uznanie ich ważności również poprzez konkretne działania, które wyrażają poświęcenie, miłość i troskę. Ale chodzi nie tylko o to.

Czwarte Słowo ma swoją własną charakterystykę: to przykazanie zawiera pewne następstwo. Powiada bowiem: „Czcij swego ojca i swoją matkę, jak ci nakazał Pan, Bóg twój, abyś długo żył i aby ci się dobrze powodziło na ziemi, którą ci daje Pan, Bóg twój” (Pwt 5,16). Czczenie rodziców prowadzi do długiego, szczęśliwego życia. Słowo „szczęście” w Dekalogu pojawia się jedynie w powiązaniu z relacją z rodzicami.

Ta licząca wiele tysięcy lat mądrość głosi to, co nauki humanistyczne potrafiły wypracować dopiero od nieco ponad stu lat, to znaczy, że dzieciństwo naznacza całe życie. Często łatwo można zrozumieć, czy ktoś dorastał w zdrowym i zrównoważonym środowisku. Ale również dostrzec, czy dana osoba pochodzi z doświadczeń porzucenia lub przemocy. Nasze dzieciństwo jest trochę jak niezmywalny atrament, wyraża się w gustach, sposobach bycia, nawet jeśli niektórzy próbują ukryć rany swojego pochodzenia.

Ale Czwarte Słowo mówi jeszcze więcej. Nie mówi o dobroci rodziców, nie wymaga od ojców i matek doskonałości. Mówi o akcie dzieci, niezależnie od zasług rodziców i powiada coś niezwykłego i wyzwalającego: chociaż nie wszyscy rodzice są dobrzy i nie każde dzieciństwo jest pogodne, to wszystkie dzieci mogą być szczęśliwe, ponieważ osiągnięcie życia pełnego i szczęśliwego zależy od słusznej wdzięczności wobec tych, którzy wydali nas na świat.

Zastanówmy się, jak bardzo to Słowo może być konstruktywne dla wielu ludzi młodych, którzy wywodzą się z sytuacji bólu i dla tych wszystkich, którzy cierpieli w młodości. Wielu świętych - i bardzo wielu chrześcijan - po bolesnym dzieciństwie przeżyło świetlane życie, ponieważ dzięki Jezusowi Chrystusowi pogodzili się z życiem. Pomyślmy o dziś jeszcze błogosławionym, ale w przyszłym miesiącu świętym Nuncjuszu Sulprizio, tym młodym Neapolitańczyku, który w wieku 19 lat zakończył swoje życie, pojednany z wieloma cierpieniami, bo jego serce było pogodne i nigdy nie wyparł się swoich rodziców. Pomyślmy o św. Kamilu de Lellis, który z nieuporządkowanego dzieciństwa zbudował życie pełne miłości i służby; o świętej Józefinie Bakhitcie, która dorastała w straszliwym niewolnictwie; lub błogosławionym Karolu Gnocchim, sierocie i ubogim, i o samym świętym Janie Pawle II, naznaczonym utratą matki w młodym wieku.

Człowiek, niezależnie od swego pochodzenia otrzymuje z tego przykazania ukierunkowanie prowadzące do Chrystusa: w Nim, w istocie objawia się prawdziwy Ojciec, który nam daje „zrodzenie się na nowo” (por. J 3,3-8 ). Zagadki naszego życia wyjaśniają się, kiedy odkrywamy, że Bóg zawsze przygotowuje nas do życia jako swoje dzieci, gdzie każde działanie jest otrzymaną od Niego misją.

Nasze rany zaczynają stawać się potencjałem, kiedy dzięki łasce odkrywamy, że prawdziwą zagadką nie jest już „dlaczego?”, ale „przez kogo?” to mi się przytrafiło. Z myślą o jakim dziele Bóg mnie ukształtował poprzez moją historię? Tutaj wszystko się odwraca, wszystko staje się cenne, wszystko staje się konstruktywne. Moje doświadczenie nawet smutne, bolesne w świetle miłości staje się dla innych źródłem zbawienia. Wtedy możemy zacząć oddawać cześć naszym rodzicom z wolnością dorosłych dzieci i miłosiernym przyjęciem ich ograniczeń [1]. Trzeba oddawać cześć rodzicom, bo obdarzyli nas życiem. Jeśli oddaliłeś się od swoich rodziców – podejmij wysiłek i powróć do nich. Może są starzy. Dali tobie życie. Istnieje też między nami zwyczaj mówienia złych rzeczy, nawet przekleństw. Proszę was bardzo: nigdy nie obrażajcie rodziców innych osób. Nigdy nie wolno znieważać matki, czy ojca innej osoby. Postanówcie dziś w swoim sercu: nigdy nie będę znieważał czyjejkolwiek matki czy ojca! Obdarzyli życiem. Nie wolno ich znieważać.

Ale to wspaniałe życie jest nam dane a nie narzucone: zrodzenie się na nowo w Chrystusie jest łaską, którą należy przyjąć w sposób wolny (por. J 1,11-13), i jest to skarb naszego chrztu, w którym przez Ducha Świętego jeden jest nasz Ojciec, Ten w niebie (por. Mt 23, 9; 1 Kor 8, 6; Ef 4, 6). Dziękuję.

PRZYPIS:

1.Por. ŚW. AUGUSTYN, Mowa 72 A, 4 : “Zatem Chrystus uczy cię odrzucania swoich rodziców i jednocześnie ich miłowania. Otóż rodziców miłuje się w sposób uporządkowany i w duchu wiary, kiedy nie stawia się ich ponad Boga: Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien – mówi Pan. Tymi słowami zdaje się niemal cię przestrzegać, abyś ich nie miłował. Ale wręcz przeciwnie, napomina cię, byś ich kochał. Mógłby bowiem powiedzieć: „Kto kocha swego ojca lub matkę, nie jest mnie godzien". Nie powiedział tak jednak, aby nie mówić przeciw prawu, jakie dał, ponieważ to on dał, za pośrednictwem swego sługi Mojżesza, prawo, w którym jest napisane: Czcij ojca swego i matkę swoją. Nie ogłosił przeciwnego prawa, ale je potwierdził. Ponadto nauczył cię ładu, nie zniósł obowiązku miłości wobec rodziców: kto kocha ojca i matkę, ale bardziej niż mnie. Trzeba ich kochać, ale nie więcej niż mnie: Bóg jest Bogiem, człowiek jest człowiekiem. Kochaj rodziców, bądź posłuszny rodzicom, czcij rodziców. Ale jeśli Bóg powołuje cię do ważniejszej misji, w której miłość dla rodziców mogłaby stanowić przeszkodę, zachowuj ład, nie usuwaj miłości".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Artur Warzocha rozpoczął kampanię wyborczą

2018-09-20 07:40

K.W.

Bożena Sztajner

Senator PiS Artur Warzocha zainaugurował 19 września br. w gmachu Uniwersytetu Częstochowskiego swoją kampanię wyborczą na stanowisko prezydenta Częstochowy. Na konwencji miejskiej, podczas której senator Warzocha przedstawił zręby swojego programu, pojawili się znani politycy partii rządzącej. Prosto z Brukseli przyjechała eurodeputowana Jadwiga Wiśniewska, a z Warszawy senator Ryszard Majer oraz posłowie Maria Burzyńska i Mariusz Trepka. Poparcie dla kandydatury senatora Artura Warzochy wyraził także, podczas niedawnej wizyty w Częstochowie, premier Mateusz Morawiecki.

Powody, dla których powinna nastąpić w Częstochowie zmiana na stanowisku prezydenta, najpierw przedstawił lider Pis w Częstochowie minister Giżyński. Przekonywał, że od 30 lat nasze miasto nie miało szczęścia do prezydentów i wobec tego stosownej szansy na prawdziwy i spektakularny rozwój. A Artur Warzocha, energiczny, ambitny, w typie długodystansowca, jak nazwała go Jadwiga Wiśniewska, jest szansą na zdecydowaną zmianę kierunku rozwoju miasta.

Kandydat na prezydenta wyjaśniał, że po wygnaniu wyborów chce przełożyć rządowy program przemian na skalę miasta. Skupi się na kilku fundamentalnych dla Częstochowy kwestiach. Numerem jeden jest zatrzymanie wyludniania się miasta, ucieczki z niego najwybitniejszych i najzdolniejszych ludzi. Drugi to przyciągnięcie do miasta kapitału, i to nie tylko z Polski oraz stworzenie ułatwień dla miejscowych przedsiębiorców. Zapowiedział wybudowanie w ciągu trwającej 5 lat kadencji 1000 mieszkań w ramach programu Mieszkanie Plus, a także stadionu dla klubu Raków. Obiecał miasto ładniejsze i bezpieczniejsze, z lepszymi szkołami, służbą zdrowia i infrastrukturą drogową. Wzbudziło to entuzjazm zgromadzonych na sali zwolenników.

To pierwsze spotkanie w ramach startującej dopiero kampanii wyborczej, a zapowiedziano, że będzie ich wiele. Senator Warzocha zamierza przemierzać Częstochowę na piechotę i rozmawiać z mieszkańcami o ich bolączkach i potrzebach. W najbliższym czasie dowiemy się także szczegółów programu, którym kandydat na fotel prezydenta chce przekonać do swojej kandydatury mieszkańców Częstochowy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem