Reklama

O dobrym uzależnieniu, miłości do pióra i kapłaństwie, Czyli o twórczości Jerzego Hajdugi

2018-03-28 10:57

Marta Wiatrzyk-Iwaniec
Edycja zielonogórsko-gorzowska 13/2018, str. IV

Archiwum ks. Jerzego Hajdugi
Ks. Jerzy Hajduga, kapłan polskiej prowincji Kanoników Regularnych Laterańskich, pracuje w Drezdenku

Poeta to nie zawód, bycie poetą to powołanie. Poeci niezawodowi, czyli tacy, których profesją jest coś innego niż pisanie (choć profesjonalni), piszą przy okazji codziennego życia, powiem nawet więcej – na marginesie życia, jakby komentując je z boku

Nie ujmuje to wcale ważności ich pisarstwu, po prostu, i tutaj umówmy się, zazwyczaj poetą jest się przy okazji wykonywania innego zawodu (tak, ukrywam w tym zdaniu smutną konstatację, że z pisania trudno wyżyć). Gdyby więc zrobić quiz, polegający na odgadnięciu na podstawie wierszy profesji autora tomiku „Jeszcze”, mało kto rozwikłałby tę zagadkę bezbłędnie. Jak to? Ksiądz? Rację miał ks. Andrzej Draguła, który kwintesencję twórczości ks. Jerzego Hajdugi ujął w słowach: „Te wiersze to chyba najbardziej nieksiężowska poezja ze wszystkich znanych mi księży poetów. Próżno szukać tu wierszy religijnych, Bóg nie pojawia się zbyt często, jeśli jest, to raczej Deus absconditus – Bóg ukryty”. Rozwijanie tego wątku byłoby zbędnym truizmem. Wolę w tym miejscu oddać głos samemu poecie, który odkrywa warsztat swojej pracy i tajniki procesu twórczego.

Marta Wiatrzyk-Iwaniec: – Jak wyglądał prapoczątek Księdza pisania i publikowania?

ks. Jerzy Hajduga CRL: – Zaczęło się to już w tzw. młodości, gdy się miało naście lat, wówczas popularne były czasopisma „Na Przełaj” i „Radar”. Wysyłałem wiersze najpierw do tych czasopism, a później już do pism ogólnopolskich, profesjonalnych, literackich typu „Tygodnik Kulturalny”. Trochę byłem stremowany, bo to już było poważne pismo, przecież tam redaktorem był Tadeusz Nowak. Ale kiedy się okazało, że przyjęli moje wiersze, stałem się odważniejszy w ich wysyłaniu. Publikacja pierwszego tomiku poetyckiego była propozycją z zewnątrz. Opublikowałem w Wydawnictwie Miniatura tomik „Nawrócenie św. Augustyna” w 1989 r. Miło wspominam całą otoczkę tego pierwszego wydania.

– Potem były nastepne publikacje aż do najnowszego tomiku „Jeszcze”. Jaki jest sens tytułu i myśl przewodnia?

– Wiersz, jak to wiersz, pisałem pod wpływem chwili, wrażeń, nie było jakiejś specjalnej myśli przewodniej. Kiedy nazbierało się trochę tych wierszy, przekazałem je redaktorowi moich książek, Karolowi Francuzikowi, nota bene jest to mój były uczeń – uczył się przy mnie pisać wiersze i on właśnie redagował później ten tomik. Byłem ciekawy, co wybierze, bo samemu wybierać jest trudno, musi być jakiś dystans, więc zawsze oddaję wiersze w inne ręce. Później była sprawa tytułu. Miałem na myśli własny, ale on wybrał „Jeszcze”. Ktoś by powiedział, że może taki mało poetycki, bo zwykle moje tomiki mają tytuły bardzo poetyckie, typu: „Wynajęty widok” czy „Rozmilczam się na wiele głosów”, a tu jedno słowo: jeszcze. Ja miałem tytuł, który mi pasował jakiś długi czas, a był to tytuł wiersza, który w tomiku występuje jako ostatni: „Będzie dobrze”, ale, niestety, uznałem, że przy dzisiejszej polityce, kiedy się mówi o dobrej zmianie, to mogłoby to być źle odczytane, a nie chciałem wejść w jakieś konotacje polityczne i stąd zgodziłem się na tytuł „Jeszcze”.

– Wiersze Księdza rodzą się czy przychodzą z zewnątrz? Poetą się Ksiądz urodził czy został?

– Myślę, że się urodziłem, bo to „coś”, ten imperatyw pisania, jest w człowieku, to na pewno dar, tego się nie można jakoś nauczyć, a moje wiersze się rodzą z doświadczeń. Coś we mnie zostaje, jakaś fraza, nawet słowo, i robi się taki moment, że się człowiek chce rozpisać. Kiedyś moje wiersze były dłuższe, bardziej rozpisane, teraz lubię formy krótkie, lubię miniatury i lepiej się czuję w tych formach, nie jestem rozgadany na poematy. Próbowałem dłuższych form, wydałem nawet dwa tomy felietonów, ale później już zarzuciłem ten typ pisarstwa. Lepiej się czuję w poezji i krótszych formach.

– Pisanie bierze się z nadmiaru czy niedosytu?

– Nadmiar czy niedosyt... hmm. Chyba i to, i to. Dużo wrażeń to nadmiar, prawda? I to jest twórcze, ale nie jest tak, że od razu zapisuję, bo nie chodzę z piórem i z kartką papieru. Ale później zostaje w człowieku jakiś niedosyt i z czasem sobie dopowiadam, wyobrażam pewne odczucia i wrażenia, zapisuję. Tak powstaje wiersz.


– Napisał Ksiądz pewien wiersz, który nie wszedł do tomiku „Jeszcze”, ale opublikował go Ksiądz na swoim blogu. Nosi tytuł: „Kto pierwszy”.
Przytoczę go tutaj:
wychodzimy z siebie
jak z nałogu
tobie się
udało

Dla mnie piękno tego wiersza zawiera się w tym, że w miniaturowej formie wyraża głębokie treści. Zastanawiałam się po jego przeczytaniu, czy Ksiądz ma odwagę wysłowienia, czy nie boi się posądzeń bądź niezrozumienia, bo to jest wiersz, który odniosłabym do relacji damsko-męskiej, może nawet do jakichś relacji toksycznych...

– Często się zdarza u mnie, że ludzie odczytują moje wiersze nawet jako erotyki. Ja się wcale nie buntuję, bo w moich wierszach rzeczywiście jestem bardzo otwarty w uczuciach i może każdy coś dla siebie odnaleźć. Tak, jestem księdzem, ale chcę, by każdy coś wziął dla siebie po przeczytaniu moich wierszy, i wierzący, i niewierzący, by wiersz potrącił uczucia każdego... By potrącił to, czym ktoś żyje, codziennością, a więc nie tylko sacrum, ale i profanum. Często zauważam, że to się ludziom podoba, że ja, jako ksiadz, piszę w ten sposób, że poruszam struny ludzkich emocji. Ten wiersz długo we mnie siedział, nie mogłem go jakoś wysłowić i w nim się wyrazić, aż przyszedł taki moment, że go uchwyciłem. W tym wierszu jest wiele uczuć, prawda? Myślę, że on jest bliski każdemu i każdy sobie może go na swój język i na swoje przeżycia przełożyć, i niech tak go odczyta, jak chce.

– Tłumaczono Księdza poezję na niemiecki i angielski. Czy pisarstwo pomaga, czy przeszkadza w kapłaństwie?

– Bardzo pomaga! Przede wszystkim, co jest ważne, uwrażliwia mnie na słowo, a wiadomo, że my się posługujemy w kapłaństwie słowem, chociażby homilie itd. Brewiarz i psalmy ukazują piękno i czystość języka polskiego, a język jest często okaleczony i ja, jako poeta, chcę zachowywać to piękno języka.

– Ksiądz poeta czy poeta ksiądz? Jaka jest kolejność?

– Ha, ha... Jeśli to są dary, to najpierw pisałem i publikowałem, prawda? Do seminarium wstąpiłem późno, mając lat 28, a nie jako maturzysta, ale dziękuję przede wszystkim Bogu, że jestem księdzem. Bycie poetą to jest taki dodatek do mojego kapłaństwa, czy w ogóle do człowieczeństwa. Ujmę to w ten sposób: ksiądz i poeta, żeby zachować to, co czuję najbardziej i za co dziękuję najwięcej. Przede wszystkim jestem księdzem, a przy okazji, będąc księdzem, cieszę się, że mogę pisać. Nawiasem mówiąc, to w latach 80. ub. wieku zaczęto czytać i doceniać księży poetów. Ks. Jan Twardowski, ks. Janusz Pasierb. Wcale się nie wstydzę, że jestem księdzem, ale też nie narzucam się kapłaństwem ani w życiu, ani w swoich wierszach. W moim pisaniu duże znaczenie odegrał fakt, że od 12 lat jestem kapelanem szpitala. Do kapelaństwa też trzeba było dojrzeć, polubiłem tę posługę wśród chorych. Właściwe i ta posługa, i równoległe z nią pisarstwo przechodziły pewne etapy. Pierwszy z nich wywołał wiele emocji. Na początku zadręczałem się właściwie cierpieniem, którego byłem świadkiem. Widziałem parafian – ludzi na ulicy, a potem przykutych do łóżka, którzy właściwie czekają już na śmierć. Powstały wiersze, które zebrałem w tomik zatytułowany „Odpocząć od cudu”. Byłem wtedy monotematyczny. Dobrze, że trochę wyszedłem z tego tematu. Dobrze, że teraz odzywają się struny człowieka zwykłego i radosnego, i lirycznego, a nie tylko ściany i łóżka szpitalne. Dalej spotykam się z chorobami, ale już jakbym powrócił do tej swojej nuty codziennej, tej lirycznej, miłosnej, samotnej. Fakt kapelaństwa miał wpływ na pisanie przez jakiś moment, teraz też na pewno ma, ale już mniejszy.

– Czy ma Ksiądz mistrza literackiego?

– Tak, od początku był nim Tadeusz Różewicz oraz Zbigniew Herbert, czyli klasycy. Z eksperymentów słownych – Białoszewski, z księży: Twardowski, Pasierb, z żyjących – Wacław Oszajca, Jan Sachoń, ale jeśli chodzi o księży, to mało jest dla mnie mistrzów. Czytam klasykę, współczesnych piszących poetów. I tak odkryłem chociażby poezję Krystyny Miłobędzkiej. Cenię Świetlickego, Krynickiego, Lipską. Z prozy też zaglądam do klasyków, czytuję ostatnio Myśliwskiego.

– Czy można pisać wiersze w oderwaniu od tradycji literackiej, czy może bawi się Ksiądz postmodenizmem?


– W tym tomiku wychodzi, że lubię się bawić słowem, lubię dźwięk słów, świetnie to zauważył na moim spotkaniu autorskim Karol Francuzik, przytaczając wiersz pt. „Wieczniej”:
nie bo
niebo

Ten tekst trzeba widzieć, trudno o eksperymentach opowiadać, prawda? Francuzik tutaj zauważył te gry słowne, ale to chyba tak mi zostało po Białoszewskim. Lubię zawieszenia i niedopowiedzenia, które zatrzymują, żeby nie było kropki. To otwiera potencjał do wielu odczytań. Nie lubię kropek.

– A co to jest Kotłownia?

– Kotłownia to jest bardzo dobre miejsce. Jest to rzeczywiście kotłownia w podziemiach naszego kościoła. Kilka lat temu, może 10-12, zrobiono tam remont i powstało świetne miejsce. Ówczesny proboszcz zezwolił, by wystawiano tam drobne formy artystyczne, spektakle, odbyło się kilka spotkań autorskich. Wystawiono tam m.in. „Ten pusty krzyż”, do którego napisałem scenariusz. Trzy lata temu pojawił się tam aktor zawodowy, parafianian, Bartek Bandura, który wyżywa się w tym miejscu artystycznie, zapraszając do współpracy kolegów.

– Na Księdza blogu widnieje zdjęcie, w którym trzyma Ksiądz ołówek tak, jak się trzyma papierosa. Czy jest Ksiądz uzależniony od pisania?

– Myślę, że tak, teraz to już tak, teraz by mi tego brakowało. To już jest moja codzienność. Gdybym przestał pisać, to nie byłbym sobą, o, tak bym to powiedział. To mi pomaga, każdy ma jakieś zajęcia, hobby, jedni jeżdżą na ryby, inni robią jeszcze coś innego, a pisanie to jest coś, co mi pomaga żyć, spędzać wieczory, przemyśliwać pewne sprawy związane z kazaniami czy rozważaniami związanymi z kapłaństwem, a wszystko się to tak ładnie łączy. W tym sensie – tak, jestem uzależniony od pisania.

Tagi:
wywiad

O co modlą się mężczyźni?

2019-03-20 09:26

Katarzyna Krawcewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 12/2019, str. VII

Przy okazji trwającej peregrynacji obrazu św. Józefa Kaliskiego otwieramy cykl rozmów z mężczyznami. Będzie to miejsce na przemyślenia, świadectwa i ciekawe historie. Poznajcie męską stronę wiary. Z Piotrem Wiśniewskim rozmawia Katarzyna Krawcewicz

Archiwum
W Męskim Plutonie Różańcowym często modlimy się do św. Józefa m.in. za nasze rodziny

Katarzyna Krawcewicz: – Jesteś w Męskim Plutonie Różańcowym. Powiedz, o co modlą się mężczyźni?

Piotr Wiśniewski: – Chyba we wszystkich możliwych intencjach, na każdy dzień tygodnia jest wyznaczona inna. Modlimy się za papieża Franciszka i Kościół, za męskie wspólnoty, za ojczyznę, za rodziny, za księży, za chorych, cierpiących i samotnych, a także za kobiety. Często ktoś po prostu przysyła prośbę o modlitwę. Każdy z nas nosi też w sercu swoje intencje. I w Plutonie Różańcowym jest też zasada, że co miesiąc dobieramy się w dwójki braterskie i przez ten czas modlimy się jeden za drugiego, to taka nasza modlitwa wstawiennicza.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalisz: pozłacana lilia dla św. Józefa jako wotum wdzięczności

2019-03-19 20:05

ek / Kalisz (KAI)

W postawie św. Józefa zadziwia nas atmosfera spokoju, ciszy i milczenia – mówił generał zakonu paulinów o. Arnold Chrapkowski, który przewodniczył Mszy św. odpustowej w Narodowym Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu. Podczas sumy biskup kaliski Edward Janiak, duchowieństwo i wierni ofiarowali św. Józefowi pozłacaną lilię z elementami bursztynu jako wotum wdzięczności za łaski otrzymane w Nadzwyczajnym Roku Świętego Józefa Kaliskiego.

pl.wikipedia.org
Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu

Kustosz kaliskiej bazyliki ks. prał. Jacek Plota witając o. Arnolda Chrapkowskiego podkreślał, że istnieje wiele wątków mówiących o ścisłej więzi Jasnej Góry z Kaliszem. Spośród nich wymienił o. Augustyna Kordeckiego urodzonego w Szczytnikach, najstarszą pieszą pielgrzymkę „Od Józefa do Maryi i od Maryi do Józefa”, czy współcześnie powołanie o. Łukasza Buzuna, ówczesnego przeora Jasnej Góry na biskupa pomocniczego diecezji kaliskiej.

Kustosz przypomniał, że we wtorek mija szósta rocznica inauguracji pontyfikatu papieża Franciszka, który jako wierny czciciel św. Józefa ofiarował złoty pierścień dla św. Józefa Kaliskiego i podniósł kaliskie miejsce czci św. Józefa do godności Narodowego Sanktuarium.

W homilii generał zakonu paulinów wskazał na św. Józefa jako męża mocnej i żywej wiary. – Tylko dzięki takiej wierze człowiek jest w stanie przyjąć Boga – powiedział kaznodzieja. Zaakcentował, że w postawie św. Józefa zadziwia atmosfera spokoju, ciszy i milczenia. – Józef czynił słowa, wypełniając je w swoich działaniach. Nie modne plany, pomysły, burze mózgów, ale słowo, za którym idzie konkretne działanie. Trzeba więcej Słowa Bożego a mniej ludzkich słów – stwierdził celebrans.

Przywołał miejsce Cotignac we Francji, gdzie w 1660 r. św. Józef objawił się prostemu rolnikowi wypowiadając słowa „Jestem Józef. Podnieś skałę, a będziesz pił”. Przekonywał, że cała historia św. Józefa i wydarzenia z Francji pokazują, że św. Józef nieustannie wskazuje Tego, który jest odwiecznym „źródłem wody żywej”.

Po komunii św. w kaplicy Cudownego Obrazu św. Józefa Kaliskiego biskup kaliski Edward Janiak zawierzył patronowi całą wspólnotę diecezji kaliskiej oraz pielgrzymów – wiernych czcicieli św. Józefa. Biskup poświęcił też pozłacaną lilię z elementami bursztynu, ofiarowaną jako wotum wdzięczności za łaski otrzymane w Nadzwyczajnym Roku Świętego Józefa Kaliskiego.

Wraz z o. Arnoldem Chrapkowskim modlili się biskup kaliski Edward Janiak, biskup pomocniczy diecezji kaliskiej Łukasz Buzun, kilkudziesięciu kapłanów oraz licznie zgromadzeni diecezjanie i pielgrzymi z całej Polski.

W Sanktuarium św. Józefa znajduje się cudowny obraz Świętej Rodziny nieznanego autora, namalowany ok. 1673 r., w którym szczególną część odbiera św. Józef. Obraz został ukoronowany koronami papieskimi 15 maja 1796 r. W 1985 r. miała miejsce rekoronacja obrazu Świętej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rejs Niepodległości: podsumowanie w Londynie

2019-03-20 17:36

mm (KAI) / Londyn

Dar Młodzieży w Rejsie Niepodległości opuścił ostatni port – Londyn. Polski żaglowiec tym razem cumował na Tamizie. Zainteresowanie Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii było ogromne. Choć na statek trzeba było docierać wyczarterowaną taksówką motorową, z młodymi żeglarzami spotkało się prawie 2000 osób: Polaków i Brytyjczyków.

YouTube.com
Dar Młodzieży

- Młodzi polscy żeglarze z wielką pasją opowiadali gościom o tym, jak Rejs Niepodległości zmienił ich życie i jak rozbudził w nich patriotyczne postawy. Także Polacy od wielu lat mieszkający w Londynie byli poruszeni - mówi Monika Mostowska, wiceprezes Pallotyńskiej Fundacji Misyjnej Salvatti.pl. Elżbieta Suzin, przedstawicielka Polonii, wręczyła kapitanowi Daru Młodzieży, Rafałowi Szymańskiemu rodzinną pamiątkę, ręcznie wykonane serce z polskim orłem oraz rycinę starego Londynu ze statkami na Tamizie. 18 marca ambasador RP w Londynie, Arkady Rzegocki, odebrał od Polaków egzemplarze książki „Raport Pileckiego” wydane w języku polskim i angielskim przez Wydawnictwo Apostolicum i Fundację Gdzie. - To niezwykła koincydencja, gdyż dokładnie 78 lat temu, 18 marca 1941 r. pierwszy meldunek Pileckiego z Auschwitz, opisujący warunki panujące w obozie, dotarł do Londynu – mówi ks. Grzegorz Radzikowski, redaktor naczelny Apostolicum.

W czasie Rejsu Niepodległości jego uczestnicy mieli okazję promować Polskę w 23 portach. Rejs zorganizowany z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę Niepodległości był także okazją do spotkań z nieformalnymi ambasadorami Polski, jakimi są polscy misjonarze. Spotkania z lokalną młodzieżą i podopiecznymi polskich misjonarzy miały miejsce w Senegalu, RPA, na Mauritiusie, w Dżakarcie i w Hongkongu. Efektem tych spotkań były akcje pomocowe zorganizowane na rzecz placówek misyjnych, m. in. udział uczestników Rejsu Niepodległości w charytatywnym odcinku telewizyjnej „Familiady”, zbiórka na rzecz poszkodowanych podczas trzęsienia ziemi w Indonezji oraz zaproszenie na Światowe Dni Młodzieży do Panamy dwóch osób z Senegalu.

Uczestnikom Rejsu Niepodległości nieustannie towarzyszyli kapelani, głównie księża pallotyni. Na pokładzie Daru Młodzieży, który w Boże Narodzenie cumował w Los Angeles odbyła się Pasterka, a Wielki Post rozpoczęto uroczystą Mszą Święta z posypaniem głów popiołem w Ponta Delgada na Azorach. Podczas liturgii na statku w Londynie, ks. Waldemar Pawelec, obecny kapelan Rejsu mówił w homilii: „kto spotkał Chrystusa, zapomina o sobie”.

Ks. Jerzy Limanówka, prezes Fundacji Salvatti.pl podkreśla, że dla uczestników Rejsu podróż na pokładzie Daru Młodzieży była spotkaniem z Chrystusem. – Wielu z nich chce zaangażować się w działania misyjne Fundacji – przyznaje kapłan.

Już 28 marca Dar Młodzieży wpłynie do macierzystego portu w Gdyni.

Organizatorami Rejsu Niepodległości są: Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Uniwersytet Morski w Gdyni oraz Pallotyńska Fundacja Misyjna Salvatti.pl.

Rejs Niepodległości wspierają finansowo: PKN ORLEN, Polska Fundacja Narodowa, Fundacja LOTOS, TAURON Polska Energia oraz KGHM Polska Miedź.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem