Reklama

Co ksiądz z Gorzowa robił na planie telenoweli „Plebania”?

Z życia wiejskiej plebanii

2018-04-04 10:34

Agata Zawadzka
Edycja zielonogórsko-gorzowska 14/2018, str. VI-VII

Agata Zawadzka
Ks. Antoni Trzyna

Gdy zaczynano kręcić sceny do „Plebanii”, nikt zapewne nie spodziewał się, że będzie to serial przyciągający przed ekrany telewizorów ponad 6 mln widzów. Emitowany w dwunastu sezonach, cieszył się niegasnącym powodzeniem. Dziś znów jest emitowany na antenie TVP. I jest tam wątek gorzowsko-przemyski

Wiele osób zadaje sobie pytanie, co sprawiło, że telenowela opisująca życie Kościoła z perspektywy małej wsi odniosła taki sukces oraz skąd wziął się pomysł na pokazanie tego fragmentu rzeczywistości.

Wsi spokojna, wsi wesoła

Wieś okazała się najlepszym miejscem do nakręcenia nowego serialu. Autorem pomysłu na przeniesienie widza w inne niż wielkomiejskie rejony był Stanisław Krzemiński, współwłaściciel firmy Besta Film. To on w 1994 r. postanowił odejść od koncepcji przedstawiania dużych miast i zaczął poszukiwania miejsca bardziej tajemniczego, łatwego do zarejestrowania i budzącego emocje.

Poszukiwaniem owego miejsca zajął się Olaf Olszewski, scenarzysta i dokumentalista takich produkcji jak „Klan”. Miał on już doświadczenie zdobyte dzięki wcześniejszym filmom o Kościele. Znał duchownych i orientował się w środowisku. Do ks. Bartmińskiego, proboszcza Krasiczyna, trafił dzięki swojej mamie, która znała duchownego jeszcze z czasów działalności opozycyjnej. W 1999 r. Olszewski wraz z żoną, także dziennikarką, stawili się u ks. Bartmińskiego i postanowili zamieszkać w wikarówce, aby lepiej przyjrzeć się życiu na plebanii oraz mieszkańcom wsi.

Reklama

Plebania musi mieć proboszcza i wikarego

Ks. Bartmiński od początku kibicuje pomysłowi nagrania telenoweli. Chętnie dzieli się historiami ze swojego kapłańskiego życia. Mówi się o nim, że to człowiek-instytucja. Zaangażowany w wiele działań w Krasiczynie, budowniczy kościołów i organizator rekolekcji i kolonii dla dzieci i młodzieży. Swoje poczynania zapisał w książce „Pracowite lata”, którą wydał własnym nakładem. Zaś pisarskie umiejętności wykorzystuje, wydając również czasopismo parafialne. Od czasu kręcenia „Plebanii” nawet w kurii nazywany jest proboszczem z Tulczyna.

Gdy Olszewscy zamieszkali w Krasiczynie, oprócz proboszcza poznali także wikarego, ks. Antoniego Trzynę – pracującego dziś w Gorzowie, granego przez Adama Potockiego, gospodynię Zuzannę Sus (w filmie Józefina Lasek), Edka (kościelnego – Zbigniewa Srokę) i wiele innych osób. Olszewski wracał do tego miejsca, aby obserwować pracę wikarego z młodzieżą, wydarzenia parafialne i codzienność życia we wsi. Przeprowadził wiele rozmów z mieszkańcami, pytał o życie, prace, relacje. To wszystko pozwoliło mu wykreować pierwsze wzory postaci.

Od obserwowania do nagrywania

Gdy Olaf Olszewski przyjrzał się życiu na wsi, rozpoczęły się próby ułożenia pierwszego scenariusza oraz konsultacje. Zaczęło się od rozpisywania pierwszych szczegółowych planów odcinka. Ksiądz proboszcz wraz z wikarym jeździli do Warszawy, aby czuwać nad przebiegiem prac na planie. Niejednokrotnie uczyli aktorów (Włodzimierza Matuszaka i Bogdana Brzyskiego) grających ich postaci kapłańskich obyczajów, zakładania strojów duchownych, gestów liturgicznych i innych przypisanych tej grupie zachowań. Byli swoistymi konsultantami serialu i nikogo nie dziwił ten fakt, wszak kto lepiej pokazałby filmowcom świat wiejskiej plebanii, jak nie ks. Bartmiński i ks. Trzyna. Oni sami jednak nie chlubili się zbytnio nową rolą i ich nazwiska nie były publikowane w napisach końcowych.

Telenowela o życiu Kościoła

Twórcy serialu „Plebania” podkreślają, że jest to rodzaj ekranizacji, który nie jest prosty do zrealizowania. Filmy poruszające „kościelną” tematykę obwarowane są szeregiem ograniczeń. Trzeba uważać, aby postać księdza była nienaganna i aby w jego okolicy nie działo się zbyt wiele sytuacji budzących sprzeciw społeczny. Ogranicza to rozbudowę fabuły o konflikty i wstrząsające wydarzenia. Dodatkową trudnością w ukazywaniu realiów było wyważenie postaci księdza tak, żeby pozbyć go nadmiernej pobożności, jednocześnie nie uwypuklając jego przywar. Jeszcze jednym elementem, na który musieli zwrócić uwagę twórcy, było rozważne pokazanie życia osoby duchownej i liturgii. Biorąc pod uwagę, że jest to telenowela, nagranie „Plebanii” było nie lada wyzwaniem. Telenowela z założenia jest gotowym produktem, czyli czymś, co musi się sprzedawać. Jeśli się nie sprzedaje, przestaje być tworzona. Właśnie dlatego w tego rodzaju filmach kładzie się nacisk na interesującą fabułę. Musi być ona na tyle ciekawa, aby przyciągać przed ekrany wielu widzów. Nagranie tylu sezonów „Plebanii” świadczy o tym, że mimo wcześniejszych obaw twórcy zdali ten egzamin celująco. Potwierdza to również fakt, że mało znani aktorzy, zaangażowani w produkcję widowiska, teraz są osobami rozpoznawalnymi w środowisku.

W telenoweli widzowie chcą odnajdować siebie i swoje problemy. Mamy tu do czynienia z konfliktem dobra i zła, gdzie trochę baśniowo dobro zawsze zwycięża. Zwycięskiej postaci dobrego i uczciwego proboszcza przeciwstawiona zostaje postać Tracza (dla którego pierwowzorem prawdopodobnie był jeden z przemyskich polityków), który jest tajemniczy, bogaty i nieustannie knuje intrygi. Jak przystało na twórczość dotykającą sfery sacrum i przy tworzeniu serialu, znalazły się elementy metafizyki. Twórcy wspominają o kilku zdarzeniach. Jednym z nich była sytuacja, gdy nakręcono odcinek o porzuconym pod drzwiami plebanii noworodku. Kilka dni później okazało się, że gdzieś w Polsce rzeczywiście miało miejsce takie zdarzenie. Jeszcze jednym przykładem na potwierdzenie takiego działania jest wymyślenie przez Olszewskiego wątku zmarłego proboszcza, którego parafią interesują się okoliczni księża. Po konsultacji z ks. Bartmińskim okazuje się, że zmarł ksiądz z sąsiedniej parafii i wśród duchowieństwa rośnie zainteresowanie jego plebanią.

Na planie filmowym zdarza się również tak, że ekipa musi zmienić zamysł co do konkretnych postaci. Tak było w przypadku Hanki, która miała w pierwotnej wersji być postacią jednowątkową, a dzięki reakcji widzów została na stałe. Realizatorzy przyznają, że zdarza się tak też w odwrotną stronę, kiedy aktor okazuje się nie być najlepiej dobraną do roli osobą i trzeba jego wątki wyciąć ze scenariusza.

Wspomnienia z planu

Ks. Antoni Trzyna, grany w serialu „Plebania” przez Bogdana Brzyskiego, to wikariusz podkarpackiej parafii w Krasiczynie. Od 2013 r. ks. Antoni jest wikariuszem parafii pw. Pierwszych Męczenników Polski i kapelanem szpitala oraz hospicjum im. św. Kamila w Gorzowie. Mimo że ks. Antoni jest już od kilku lat inkardynowany do naszej diecezji, ciągle z sentymentem wspomina przemyskie czasy. Znaczącą rolę w tej sentymentalnej wycieczce odgrywają czasy kręcenia „Plebanii”. Kapłan pytany o to, co najbardziej zaskakiwało go w tym czasie, odpowiada, że ludzie. – Myśmy z aktorów zrobili bożyszcze. A tutaj ci aktorzy to byli zwykli ludzie ze swoimi problemami. Otworzyło mi to oczy, że te ważne osoby to zwykli ludzie, którzy mają w sobie wiele serdeczności i otwartości – przyznaje ks. Trzyna. Duchowny wspomina spotkania z ekipą filmową bardzo ciepło. Opowiada o tym, że byli wspólnotą. Zachowywali się jak rodzina. Mówili do siebie po imieniu. Nie było tam miejsca na sztuczność czy podziały. Jednym ze wspomnień, które księdzu zapadło najgłębiej w pamięci, było to, co wydarzyło się przed pogrzebem mamy jednego z aktorów w Warszawie. To wtedy z jego samochodu zostały skradzione szaty i księgi liturgiczne. Choć zdarzenie samo w sobie było przykre, to było również okazją do doświadczenia ludzkiej życzliwości. Bez szat księża nie mogliby bowiem sprawować w tym dniu Eucharystii. Właściciel Besta Film postanowił zaradzić tej sytuacji i zabrał ich na plan filmowy, skąd wzięto szyte na okoliczność kręcenia filmu sutanny. Zostały one naprędce przygotowane do rozmiarów księży i służą im długi czas. To, jak mówi ks. Antoni, jedna z pamiątek, która została mu po tamtych czasach. – Miałem jeszcze zdjęcia z aktorami i ich autografami oraz książki „Plebania”. Jednak jak tylko wierni dowiadywali się, że jestem w posiadaniu tych pamiątek, to rozeszły się one błyskawicznie – mówi wikariusz, potwierdzając tym samym popularność ponownie emitowanego serialu.

Tagi:
film plebania

Reklama

Historia, która zmieniła świat

2019-03-19 18:15

Łukasz Krzysztofka

Co łączy całun turyński i polski obraz Jezusa Miłosiernego? Jaką misję otrzymała od Jezusa siostra Faustyna Kowalska? Jak rozwijał się kult Bożego Miłosierdzia na świecie? Tego dowiemy się z wyjątkowego filmu „Miłość i Miłosierdzie”, którego przedpremierowy pokaz odbył się w kinie „Atlantic” w Warszawie.

Łukasz Krzysztofka

„Miłość i Miłosierdzie” to niezwykła opowieść o polskiej zakonnicy, siostrze Faustynie – kanonizowanej przez papieża Jana Pawła II, mistyczce i wizjonerce, która w swoim życiu stanęła przed wykonaniem bardzo ważnej misji. Film przedstawia nieznane do tej pory fakty i przybliża widzom narodziny niezwykłego kultu Bożego Miłosierdzia, który zyskał popularność na całym świecie. W tle znajdziemy fascynującą historię polskiego obrazu, który przedstawia wierny wizerunek Chrystusa oraz dowody naukowe na jego zgodność z całunem turyńskim i chustą z Oviedo.

Łukasz Krzysztofka

- Jednym z fascynujących faktów jest historia wileńskiego obrazu, przedstawiającego objawiony wizerunek Chrystusa – tożsamy, jak się okazuje, z całunem turyńskim i sławną chustą z Oviedo. Obraz, przy którego malowaniu uczestniczyła Faustyna, jest jednym z nielicznych źródeł wiedzy o tym, jak wyglądał Zbawiciel. W filmie przedstawiamy badania naukowe na ten temat – mówił reżyser filmu Michał Kondrat.

Film ukazuje też zaskakującą historię malarza pierwszego obrazu Jezusa Miłosiernego - Eugeniusza Kazimirowskiego. W przestrzeni publicznej ten obraz możemy oglądać dopiero od 2003 roku. Film przedstawia to, co działo się z nim przez te wszystkie lata.

- Istota św. Faustyny jest w jej wnętrzu. Ona miała niesamowite życie wewnętrzne, relację z Jezusem, była skupiona na tym, co ma zrobić. Tym bardziej wiele rzeczy po drodze, jak i ograniczeń wewnętrznych jej w tym przeszkadzało. Wiele rzeczy jej nie wychodziło, miała swoje cierpienia, swoją chorobę i to wszystko było jej – podkreślała Kamila Kamińska, odtwórczyni głównej roli, nagrodzona za najlepszy debiut aktorski na festiwalu filmowym w Gdyni, gwiazda hitów „Najlepszy” i „Listy do M. 3”.

Aktorka przyznała, że po pracy przy tym filmie pogłębiła się jej relacja z Jezusem. - Widzę, że już dużo się w moim życiu zaczęło zmieniać na dobre. Czasem jest nawet trudniej, gdy buduję swoją relację z Jezusem i wtedy mówię: Jezu, ufam Tobie. Tak właściwie to dopiero po filmie zaczęłam z głęboką świadomością te słowa wypowiadać, nawet nie tyle jej rozumiejąc, co czuć – że jest coś więcej, że większa od wszystkiego jest Miłość. I to daje spokój – mówiła filmowa św. Faustyna.

Nie mniejszą rolę w objawieniu światu prawdy o Bożym Miłosierdziu odegrał bł. Ks. Michał Sopoćko, wybitny kapłan i spowiednik wizjonerki. Był on bezpośrednio związany z tajemnicą objawień Jezusa Miłosiernego. Bóg wyznaczył dla niego niezwykle ważną rolę – realizację misji przekazanej siostrze Faustynie. Temu dziełu poświęcił on niemalże całe swe życie. Film zawiera nieznane lista ks. Michała Sopoćki.

W filmie „Miłość i Miłosierdzie” wystąpili również: Macieja Małysa, odtwórca roli bł. ks. Michała Sopoćki - który zagrał u boku samego Johna Voighta w głośnym filmie „Jan Paweł II” oraz Janusz Chabior znany szerokiej widowni chociażby z produkcji „Wołyń”. Tu wcielił się w postać malarza Eugeniusza Kazimirowskiego. Reżyserem jest Michał Kondrat – twórca m.in. produkcji „Dwie Korony” poświęconej historii św. Maksymiliana Kolbe.

Film, nad którym patronat medialny objęła „Niedziela”, będzie wyświetlany w dziewięciu krajach Europy, USA, prawie całej Ameryce Południowej, Korei Płd., a także na Filipinach. Na ekrany polskich kin wejdzie 29 marca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego data Wielkanocy jest zmienna

Ks. Józef Dębiński
Edycja włocławska 16/2003

Sashkin/pl.fotolia.com

Wielkanoc jest świętem ruchomym, którego data wielokrotnie była przedmiotem sporu. Obecnie przyjmuje się, że to święto przypada w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, tj. po 21 marca.
Niejakim problemem przy ustaleniu daty Wielkanocy jest różnica w dacie ukrzyżowania Chrystusa podana w Ewangeliach synoptycznych (św. Marka, św. Mateusza i św. Łukasza) i w Ewangelii św. Jana. Różnica ta spowodowana jest żydowskim systemem liczenia dnia, czyli od zachodu do zachodu słońca. Stąd pytanie, jak powinien być zaliczony wieczór 14. nizan. Obydwa ujęcia miały swoich zwolenników. Kościoły wschodnie opowiadały się za dniem 14., a zachodnie - za 15. Kwestia ta została w końcu rozstrzygnięta na pierwszym soborze ekumenicznym w Nicei (Turcja) w 325 r., gdzie przyjęto oficjalnie datę 15.
Zgodnie z kalendarzem żydowskim i przekazami Ewangelii, Chrystus został ukrzyżowany 14. nizan, a zmartwychwstał w niedzielę po 14. nizan. Tę praktykę za św. Janem Apostołem przyjął Kościół w Małej Azji i obchodził uroczystości wielkanocne w dwa dni po 14. nizan. Zwolenników takiego terminu Świąt Wielkanocnych nazywano kwartodecymanami.
Praktyka Kościoła na Zachodzie była inna. Uroczystości wielkanocne obchodzono w niedzielę po 14. nizan, natomiast pamiątkę śmierci Chrystusa czczono w piątek przed niedzielą. Należy zauważyć, iż Kościoły małoazjatyckie, podkreślając dogmatyczny punkt widzenia, obchodziły dzień śmierci Chrystusa jako dzień radości - odkupienia. Zachód zaś akcentował mocniej punkt widzenia historyczny i obchodził dzień śmierci Chrystusa jako dzień żałoby, smutku, postu.
Nie można nie wspomnieć o trzeciej grupie chrześcijan, o tzw. protopaschistach, którzy po zburzeniu Jerozolimy nie trzymali się ściśle kalendarza żydowskiego i często obchodzili uroczystości wielkanocne przed 14. nizan.
Biskup Smyrny Polikarp w 155 r. udał się do Rzymu, do papieża Aniceta, w celu ustalenia jednego terminu Świąt Wielkanocnych dla całego Kościoła. Do porozumienia jednakże nie doszło. Sprawa odżyła w 180 r., za papieża Wiktora, kiedy opowiedziano się za niedzielnym terminem Wielkanocy. Papież polecił - pod karą ekskomuniki - przestrzegać nowo ustalonego terminu święcenia Wielkanocy. Mimo tego polecenia, metropolia efezka z biskupem Polikarpem na czele trzymała się nadal praktyki 14. nizan. Zanosiło się nawet na schizmę, ale nie doszło do niej dzięki zabiegom św. Ireneusza, biskupa Lyonu.
Dopiero na I soborze powszechnym w Nicei (325 r.) przyjęto dla całego Kościoła praktykę rzymską. Uchwały Soboru nie zlikwidowały jednak różnic pomiędzy Kościołami wschodnimi i zachodnimi. Należy pamiętać, że Rzym i Aleksandria używały odmiennych metod obliczania daty. Metoda aprobowana przez Rzym zakładała zbyt wczesną datę równonocy - 18 marca, gdy tymczasem Aleksandryjczycy ustalili ją poprawnie.
By położyć kres tej dwoistości, Synod Sardycki (343 r.) podniósł na nowo kwestię dnia wielkanocnego, ustalając wspólną datę na 50 lat. Inicjatywa przetrwała jednak zaledwie kilka lat. Po raz kolejny spór próbował zażegnać cesarz Teodozjusz (346--395). Prosił biskupa aleksandryjskiego Teofilosa o wyjaśnienie różnic. W odpowiedzi biskup, opierając się na metodzie aleksandryjskiej, sporządził tabelę chronologiczną świąt Wielkanocy. Jego zaś kuzyn, św. Cyryl, kontynuując dzieło wuja, wskazał przy okazji, na czym polegał błąd metody rzymskiej. Metoda aleksandryjska uzyskała pierwszeństwo i została zaakceptowana dopiero w połowie V w.
Z polecenia archidiakona Hilarego, Wiktor z Akwitanii w 457 r. rozpoczął pracę nad pogodzeniem metody rzymskiej i aleksandryjskiej. Hilary, już jako papież, zatwierdził obliczenia Wiktora z Akwitanii i uznał je za obowiązujące w Kościele. Od tego czasu obydwa Kościoły obchodziły Wielkanoc w tym samym czasie.
Największego przełomu w zakresie ustalenia daty Wielkanocy dokonał żyjący w VI w. scytyjski mnich, Dionysius Exiguus (Mały). Stworzył on chrześcijański kalendarz, rozpoczynając rachubę lat od narodzenia Chrystusa. To nowe ujecie chronologii zapanowało w Europie na dobre w XI w., a w świecie greckim dopiero w XV w. Chcąc uzyskać datę Wielkanocy, średniowieczny chronolog znalazł tzw. złotą liczbę danego roku (tj. kolejny numer roku w 19-letnim cyklu lunarnym), a potem sprawdzał w tabelach datę pełni księżyca. Znalazłszy ją, szukał pierwszej pełni po równonocy, czyli po 21 marca. Potem sprawdzał tabelę tzw. liter niedziel, która podawała datę Niedzieli Wielkanocnej.
Również Mikołaj Kopernik, na zamku w Olsztynie, gdzie przebywał przez pięć lat, własnoręcznie wykonał tablicę astronomiczną, na której wykreślił równonoc wiosenną. Było to ważne m.in. przy ustalaniu Wielkanocy.
Po XVI-wiecznej reformie kalendarza i wprowadzeniu w 1582 r. kalendarza gregoriańskiego po raz kolejny rozeszły się drogi Wschodu i Zachodu. Niedokładność kalendarza juliańskiego spowodowała przesunięcie względem rzeczywistej daty wiosennej równonocy, dziś wynoszące 13 dni.
Pod koniec XX i na początku XXI w. można zauważyć tendencje do wprowadzenia stałej daty Wielkanocy. Takie propozycje przedstawiano już na forum Ligi Narodów i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dał temu też wyraz w Konstytucji o liturgii II Sobór Watykański oraz patriarcha Konstantynopola Atenagora I w wielkanocnym orędziu z 1969 r., wzywając do usuwania różnic pomiędzy Kościołami i ustalenia wspólnej daty Wielkanocy.
Spośród proponowanych stałych dat sugerowana jest najczęściej druga niedziela Wielkanocy, co pokrywałoby się z ogólnym trendem ustaleń daty śmierci Chrystusa na dzień 3 kwietnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rejs Niepodległości: podsumowanie w Londynie

2019-03-20 17:36

mm (KAI) / Londyn

Dar Młodzieży w Rejsie Niepodległości opuścił ostatni port – Londyn. Polski żaglowiec tym razem cumował na Tamizie. Zainteresowanie Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii było ogromne. Choć na statek trzeba było docierać wyczarterowaną taksówką motorową, z młodymi żeglarzami spotkało się prawie 2000 osób: Polaków i Brytyjczyków.

YouTube.com
Dar Młodzieży

- Młodzi polscy żeglarze z wielką pasją opowiadali gościom o tym, jak Rejs Niepodległości zmienił ich życie i jak rozbudził w nich patriotyczne postawy. Także Polacy od wielu lat mieszkający w Londynie byli poruszeni - mówi Monika Mostowska, wiceprezes Pallotyńskiej Fundacji Misyjnej Salvatti.pl. Elżbieta Suzin, przedstawicielka Polonii, wręczyła kapitanowi Daru Młodzieży, Rafałowi Szymańskiemu rodzinną pamiątkę, ręcznie wykonane serce z polskim orłem oraz rycinę starego Londynu ze statkami na Tamizie. 18 marca ambasador RP w Londynie, Arkady Rzegocki, odebrał od Polaków egzemplarze książki „Raport Pileckiego” wydane w języku polskim i angielskim przez Wydawnictwo Apostolicum i Fundację Gdzie. - To niezwykła koincydencja, gdyż dokładnie 78 lat temu, 18 marca 1941 r. pierwszy meldunek Pileckiego z Auschwitz, opisujący warunki panujące w obozie, dotarł do Londynu – mówi ks. Grzegorz Radzikowski, redaktor naczelny Apostolicum.

W czasie Rejsu Niepodległości jego uczestnicy mieli okazję promować Polskę w 23 portach. Rejs zorganizowany z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę Niepodległości był także okazją do spotkań z nieformalnymi ambasadorami Polski, jakimi są polscy misjonarze. Spotkania z lokalną młodzieżą i podopiecznymi polskich misjonarzy miały miejsce w Senegalu, RPA, na Mauritiusie, w Dżakarcie i w Hongkongu. Efektem tych spotkań były akcje pomocowe zorganizowane na rzecz placówek misyjnych, m. in. udział uczestników Rejsu Niepodległości w charytatywnym odcinku telewizyjnej „Familiady”, zbiórka na rzecz poszkodowanych podczas trzęsienia ziemi w Indonezji oraz zaproszenie na Światowe Dni Młodzieży do Panamy dwóch osób z Senegalu.

Uczestnikom Rejsu Niepodległości nieustannie towarzyszyli kapelani, głównie księża pallotyni. Na pokładzie Daru Młodzieży, który w Boże Narodzenie cumował w Los Angeles odbyła się Pasterka, a Wielki Post rozpoczęto uroczystą Mszą Święta z posypaniem głów popiołem w Ponta Delgada na Azorach. Podczas liturgii na statku w Londynie, ks. Waldemar Pawelec, obecny kapelan Rejsu mówił w homilii: „kto spotkał Chrystusa, zapomina o sobie”.

Ks. Jerzy Limanówka, prezes Fundacji Salvatti.pl podkreśla, że dla uczestników Rejsu podróż na pokładzie Daru Młodzieży była spotkaniem z Chrystusem. – Wielu z nich chce zaangażować się w działania misyjne Fundacji – przyznaje kapłan.

Już 28 marca Dar Młodzieży wpłynie do macierzystego portu w Gdyni.

Organizatorami Rejsu Niepodległości są: Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Uniwersytet Morski w Gdyni oraz Pallotyńska Fundacja Misyjna Salvatti.pl.

Rejs Niepodległości wspierają finansowo: PKN ORLEN, Polska Fundacja Narodowa, Fundacja LOTOS, TAURON Polska Energia oraz KGHM Polska Miedź.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem