Reklama

Na rowerach do Madonny

2018-04-18 12:13

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 16/2018, str. IV-V

Archiwum Bartka Minkiewicza
Uczestnicy rowerowej pielgrzymki na Jasnej Górze, 2008 r.

Czas próby swoich sił, możliwości i walki z sobą. Grupa szaleńców, którzy od 30 lat na rowerach, z modlitwą w sercu, zmierzają w jednym kierunku – ku Czarnej Madonnie. I wiele wysłuchanych modlitw...

W 1989 r. ks. Tadeusz Zgórski z grupą młodych osób zapoczątkował rowerową pielgrzymkę ze Strzelec Krajeńskich na Jasną Górę. W następnych latach jako duchowi opiekunowie wyjazdy kontynuowali kolejni księża wikariusze parafii pw. św. Franciszka z Asyżu, którzy przy zaangażowaniu osób świeckich rozwinęli pielgrzymkę i nadali jej nowy charakter. Obecnie dzieło poprzedników kontynuują Bartek Minkiewicz i ks. Paweł Sztyber.

Tegoroczna 30. pielgrzymka odbędzie się w dniach od 21 do 28 lipca. Będzie o tyle szczególna, bo jubileuszowa. Zapisy już trwają.

Mały cud

Rowerową pielgrzymkę na Jasną Górę zapoczątkował ks. Tadeusz Zgórski, ówczesny wikariusz parafii pw. św. Franciszka z Asyżu w Strzelcach Krajeńskich, obecnie rezydent parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Głogowie. – Przygotowywałem grupę do bierzmowania. To była ósma klasa. Wśród uczniów był mistrz świata w kolarstwie. Było mniej więcej tyle samo chłopców, co dziewcząt. Uczyłem też w salkach w Technikum Mechanizacji Rolnictwa, gdzie byli sami chłopcy. Z tej grupy do seminarium poszło 5 chłopaków, których też poprosiłem, żeby pojechali na tę pielgrzymkę. W sumie wyruszyło ze mną ok. 30 osób – wspomina ks. Zgórski. – Wcześniej przejechałem trasę samochodem. Ustaliłem, gdzie śpimy i co jemy. W drodze nie towarzyszył nam żaden samochód. Każdy na bagażniku miał ze sobą swoje osobiste rzeczy. Jedzenie i spanie mieliśmy załatwione po drodze u poszczególnych proboszczów. Utkwił mi w pamięci ksiądz staruszek, który o godz. 3 nad ranem z paniami z Caritas robił nam kanapki. To było bardzo wzruszające. Wszędzie byliśmy przyjmowani bardzo serdecznie. Dostawaliśmy na drogę żywność, owoce – opowiada ks. Tadeusz. Dodaje, że pielgrzymka rodziła się w bólach, jednak towarzyszył jej mały cud. Przez kilka dni poprzedzających pielgrzymkę bardzo mocno padało, niektóre drogi były słabo przejezdne. Jednak rankiem w dniu wyjazdu przestało padać. – Weszliśmy do kościoła pw. św. Franciszka. Proboszcz śp. ks. Mieczysław Wykrota odprawił Mszę św. Wyszliśmy, a tu słoneczko i bardzo ciepło, później mieliśmy piękną pogodę – dodaje kapłan.

Reklama

Gosia i Piotrek

Ks. Tadeusz opowiada, że wszyscy uczestnicy pielgrzymki musieli mieć rowery z przerzutkami. Wspomina, że jedna z dziewcząt miała nowego składaka, ale bez przerzutek. Postanowił, że każdy chłopiec w razie trudności będzie pomagał wskazanej dziewczynie. – Jeden z kleryków, Piotrek, miał doskonały rower, chyba najlepszy. Umówiliśmy się, że będzie pomagał Gosi, córce dyrektora PGR-u. Okazało się, że po drodze to ona podpychała Piotrka, a nie Piotrek ją – śmieje się ks. Tadeusz Zgórski. – Wszyscy szczęśliwie dojechaliśmy do Częstochowy, poza jedną dziewczynką, która miała zbyt duży bagaż, za Ostrzeszowem przewróciła się i zdarła kolano. Bałem się o nią, dlatego zadzwoniłem do jej rodziców i pociągiem wróciła do domu.

Będąc w Częstochowie, odwiedziliśmy też Białą, rodzinną miejscowość ks. Wykroty, gdzie przyjęli nas bardzo serdecznie. W każdym razie, jeżeli chodzi o pielgrzymkę, było bardzo sympatycznie, zarówno duchowo, jak i zewnętrznie. Po powrocie poszedłem na probostwo do Koźli, natomiast pielgrzymka była kontynuowana przez moich następców – dodaje ks. Zgórski.

Pan Bóg ich wysłuchał

Pielgrzymkę kontynuowali m.in. ks. Ryszard Górski, ks. Dariusz Mikiciuk, śp. ks. Zygmunt Kowalczuk oraz ks. Jacek Błażkiewicz. W latach 1995-99 rozkręcił ją jej ówczesny opiekun, ks. Mirosław Donabidowicz, obecnie proboszcz parafii św. Urbana I w Zielonej Górze. – Przede mną w pielgrzymce brało udział zaledwie kilkanaście osób, a jej zaplecze w pewnym sensie nie było do końca zorganizowane. Za moich czasów zebrała się fajna ekipa, z którą udało nam się zorganizować nagłośnienie, kuchnię i obsługę medyczną, czyli zaplecze, które dzisiaj funkcjonuje praktycznie na każdej pielgrzymce – mówi ks. Donabidowicz. Za ks. Mirosława początkowo jeździło ok. 80 osób, później 120, a nawet 150. Uczestnicy pochodzili głównie ze Strzelec i okolic. Sprawami organizacyjnymi zajmowały się osoby świeckie, z kolei opiekunami grupy byli kolejni wikariusze. – Miałem specjalny rower z zamontowanymi głośnikami, z którego w czasie jazdy głoszone były nauki i modlitwy. Byliśmy podzieleni na 5, 6 grup po ok. 15 osób, bo tak nakazywały przepisy. Każdy z uczestników miał swoje osobiste intencje, jednak wszyscy ogólnie modliliśmy się za naszą młodzież, parafię, a także ludzi chorych, cierpiących. W kolejnych wyjazdach dziękowaliśmy też Panu Bogu za to, że pielgrzymka tak pięknie się rozwija, a zwłaszcza za jej uczestników, z których wytworzyła się pewna rodzina. To nie byli ludzie, którzy szukali atrakcji czy przygód, ale autentycznie jechali na Jasną Górę z modlitwą w konkretnych intencjach. Pamiętam młode małżeństwo, które nie mogło mieć dzieci. Pojechali z nami pierwszy raz, a po powrocie okazało się, że pani jest w ciąży, że Pan Bóg ich wysłuchał – wspomina z uśmiechem ks. Mirosław.

Z nutą sentymentu

Następcą ks. Donabidowicza był ks. Zdzisław Przybysz, który obecnie posługuje w parafii Kosieczyn. Kapłan tak wspomina swoje doświadczenie rowerowej pielgrzymki ze Strzelec na Jasną Górę: – Moje spotkanie z pielgrzymką nastąpiło w 2000 r., kiedy zostałem wikariuszem parafii pw. św. Franciszka z Asyżu. Pielgrzymkę prowadziłem trzy razy, ostatni raz w 2003 r. Zmieniliśmy dotychczasową trasę, wędrowało nas ponad 100 rowerów plus obsługa techniczna. Byli to w większości mieszkańcy Strzelec i okolic, ale także Gorzowa, Trzciela i Nowej Soli. Nastroje, które nam towarzyszyły, były bardzo pozytywne, radosne, a intencje – tak jak w większości pielgrzymkowych wysiłków – każdy niósł coś indywidualnie w sercu. Przygotowania były intensywne: objazd trasy w czerwcu, dokładne opisy trasy, miejsca noclegowe, śpiewniki, plakietki, karty pielgrzymów, prowiant, transport, kuchnia. Jak przy każdej pielgrzymce – zaplecze logistyczne. Po latach wspominam pielgrzymkę z nutą sentymentu. Był to dobry czas rekolekcji w drodze, zawiązywania nowych znajomości, budowania zaufania do drugiego człowieka, zwłaszcza gdy przydarzały się awarie. Uczestnikom jubileuszowej pielgrzymki życzę siły w nogach, hartu ducha, a przede wszystkim wiary.

Żyła tym cała parafia

Z grupą ks. Tadeusza Zgórskiego 30 lat temu na Jasną Górę jako młody chłopak jechał ks. Marcin Strzyżykowski, obecnie wikariusz w Otyniu. Wspomina, że pomysł na pielgrzymkę rowerową w parafii był całkiem nowy. Pierwsza pielgrzymka – jak mówi – mogła liczyć ok. 25-30 osób. Jej uczestnicy pochodzili ze Strzelec Krajeńskich, okolic, a także innych części Polski (np. Opola). – Mimo trzech dekad wspomnienia pierwszej pielgrzymki pozostają ciągle żywe w moim umyśle, sercu... Należy pamiętać, że Strzelce zawsze kojarzone były ze sportem rowerowym. Działa tu od lat, z wybitnymi osiągnięciami na skalę świata, klub kolarski „POM” Strzelce Krajeńskie. Mogło to ułatwić ks. Tadeuszowi dotarcie do młodzieży właśnie przez sport. 30 lat temu hasło: „Jedziemy na Jasną Górę na rowerach” było czymś niezwykłym, wyczynem i duchowym, i fizycznym. Wydarzeniem tym żyła cała parafia. Chciałem spróbować, jak to będzie. Była to trochę podróż w nieznane z człowiekiem, który porwał nas i pokazał cel: Jasna Góra – opowiada ks. Marcin. – W kolejnych pielgrzymkach uczestniczyło już moje rodzeństwo: brat Sławomir (obecnie proboszcz w parafii Bytnica) i siostra Sylwia. Po latach najmłodsza siostra Ewa również rozpoczęła swoją przygodę ze strzelecką pielgrzymką rowerową – dodaje.

Piękno polskich wsi

Ks. Strzyżykowski, który uczestniczył w pierwszych sześciu pielgrzymkach, wspomina, że każda z nich była jakby osobną książką pełną przygód. – W 1991 r. pojechaliśmy na rowerach do Częstochowy na Światowy Dzień Młodych. Była nas dosyć duża grupa. Pamiętam morze ludzi i jedno wydarzenie, gdy obok barierki, przy której stałem, przejeżdżał św. Jan Paweł II. Myślę, że właśnie ta pielgrzymka pokazała mi Kościół w jego wymiarze powszechnym – Kościół radosny, dynamiczny i żywy – dzieli się ks. Marcin. – Zawsze czekałem na pielgrzymkę. Było to niesamowite doświadczenie wspólnoty, która pielgrzymuje. Widziałem piękno polskich wsi, w powietrzu unosił się letni zapach pól, łąk i ta grupa szaleńców, którzy na rowerach, z modlitwą w sercu, zmierzali w jednym kierunku: ku Czarnej Madonnie. To było piękne! Kiedy wracaliśmy, a były takie pielgrzymki, że jechaliśmy w dwie strony, ludzie rzucali nam kwiaty pod koła. Pielgrzymka była też czasem próby swoich sił, możliwości i walki z sobą. Po powrocie miałem wrażenie, jakbym wracał z wielkiej, niezwykłej podróży, w czasie której tak wiele się dokonało w moim życiu – opowiada kapłan.

Biskup, rower i żabki do prania

Od samego początku z pielgrzymką związany był Jacek Tuz, który jeździł w pierwszych dziewięciu pielgrzymkach. – Dziesiątą rozpocząłem, ale ze względu na uraz szczęki nie ukończyłem. W roku 1998 zmieniłem stan cywilny, przeniosłem się do Tychów i przestałem jeździć w ogóle. Czasami odwiedzam uczestników, jak wyruszają albo jak kończą pielgrzymkę – wspomina Jacek. – Na pewno bardzo dużo osób zaczęło jeździć, kiedy pielgrzymką zajął się Dariusz Wieczorek ze Stowarzyszenia Rodzin Katolickich. Wtedy tych ludzi było nawet ok. setki. Natomiast od strony duchowej najbardziej wspominam dwie pielgrzymki – pierwszą z ks. Tadeuszem, która była dla nas zupełnie czymś nowym, i tą, kiedy jechaliśmy na spotkanie z Ojcem Świętym na Światowe Dni Młodzieży w 1991 r. Jednego roku fragment pielgrzymki powrotnej, z Paradyża do Rokitna, przejechał z nami na rowerze bp Józef Michalik. Pamiętam, że miał czerwony rower Wagant i nogawki spięte na żabki do prania, żeby mu się w łańcuch nie powkręcały – opowiada z uśmiechem Jacek Tuz.

Statuetki, tort i... jubileusz!

Od czterech lat w stałą organizację pielgrzymki zaangażowany jest Bartek Minkiewicz, wiceprezes Koła Parafialnego Stowarzyszenia Rodzin Katolickich, który jako główny organizator jeździ od dwóch lat. W tym roku w pielgrzymce weźmie udział po raz 19. – Przygotowania zaczynamy od stycznia. Szukamy sponsorów. Na dwa miesiące przed pielgrzymką ustalamy trasę, szukamy noclegów, ustalamy menu, robimy listę uczestników i organizujemy spotkania przedpielgrzymkowe. Średnio na każdej pielgrzymce jest ok. 100 osób. Nie są to tylko osoby ze Strzelec Krajeńskich, Drezdenka, Gorzowa czy Zielonej Góry, ale również spoza naszej diecezji. Przedział wiekowy też jest różny – mówi Bartek. – Zawsze jedzie się z jakąś intencją w sercu, jednak w tej chwili jako organizator człowiek bardziej myśli nad przebiegiem trasy, nad ludźmi i ich bezpieczeństwem. Pielgrzymka to dla mnie spotkanie z ludźmi. Na pewno Eucharystia też jest inaczej przeżywana w drodze. W czasie urlopu jest to też dla mnie moment wyciszenia się. To bardzo ciekawa forma spędzenia czasu, spotkania z Bogiem z możliwością spowiedzi w czasie drogi. W tym roku dla uczczenia jubileuszu wyjeżdżamy dodatkowo do Krakowa. Jest to trzydniowy etap. Jedziemy nie całą grupą, ale jest to wyjazd dla chętnych. Pielgrzymka wyjeżdża w sobotę 21 lipca. Na Jasnej Górze jesteśmy 28 lipca. Na rozpoczęcie planujemy wręczenie statuetek dla zasłużonych dla niej osób. Będzie wielki tort, ma także przyjechać ksiądz biskup – kończy Bartek Minkiewicz.

Tagi:
Jasna Góra pielgrzymka rower

Szósty raz na rowerach do Maryi

2018-09-04 13:45

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 36/2018, str. II

Martyna Makowska
To największa pielgrzymka rowerowa w Polsce

Wyruszyli 20 sierpnia z placu przy kościele św. Maksymiliana w Kielcach, zaopatrzeni w odblaskowe kamizelki i pobłogosławieni przez bp. Andrzeja Kaletę. Na Jasną Górę, przed oblicze Matki Bożej Częstochowskiej dotarli 24 sierpnia po przejechaniu trasy 250 kilometrów, oznajmiając swoją radość rowerowymi dzwonkami. W VI Kieleckiej Rowerowej Pielgrzymce uczestniczyły 562 osoby. Wśród nich 12 księży, 6 sióstr zakonnych, 4 kleryków Seminarium kieleckiego, rodziny, dzieci, młodzież, osoby starsze. Słowem, wszyscy Ci, którzy kochają Matkę Bożą i jazdę na rowerze. W kaplicy przed Cudownym Obrazem Mszę św. sprawował w intencji pielgrzymów bp Andrzej Kaleta.

Przez cztery sierpniowe dni stworzyli wyjątkową rowerową wspólnotę pielgrzymkową. Byli razem na trasie, w odpoczynku i w modlitwie, zżyli się ze sobą, zaprzyjaźnili się. W pierwszym dniu pielgrzymom towarzyszył na rowerze bp Marian Florczyk, wieczorem Mszę św. w bazylice w Wiślicy sprawował dla nich bp Jan Piotrowski.

Marta jechała po raz trzeci w pielgrzymce. Dołączyła z koleżankami w Wiślicy. – Sam wjazd na Jasną Górę ma swój niepowtarzalny klimat. Wjeżdżamy przy dźwięku dzwonków rowerowych. Przybijamy sobie piątkę. Jest radość, że się udało dotrzeć do Maryi z tymi wszystkimi intencjami. Gromadzimy się w kaplicy. To, co mnie od początku ujęło w pielgrzymce rowerowej to świetna organizacja i logistyka, chęć pomocy. Jadąc pierwszy raz, nie spodziewałam się takiej życzliwości i pomocy ze strony służb, które są bardzo dobrze przygotowane. Jeśli komuś przebije się dętka (co zdarza się dość często), służby natychmiast zmieniają koło, by mógł jechać dalej. Jeśli jest to jakaś większa usterka, dają nawet zastępczy rower. Tych opowieści słuchała Ilona. – Zdecydowałam się z dnia na dzień. Mam dobre koleżanki, trafiła mi się podwózka do Wiślicy. Taka spontaniczna decyzja, ale nie żałuję. Wiozę bagaż intencji i mam nadzieję, że dam radę – mówiła.

Rzeczywiście pielgrzymi chwalą bardzo dobrą organizację i wsparcie na trasie służb oraz Policji, które dbają o bezpieczeństwo cyklistów. Inicjator Rowerowej Pielgrzymki i jej kierownik ks. Tomasz Biskup zadbał jak co roku wraz ze swoimi współpracownikami o wszystko, noclegi, gastronomię, sanitariaty, przewóz rowerów etc. Pielgrzymi podzieleni byli na mniejsze grupy, trasa w każdym dniu na mniejsze odcinki, tak by każdy, nie tylko wytrawny rowerzysta dawał radę. W tym roku na trasie była okazja zarejestrować się w systemie dawców szpiku prowadzonym przez fundację DKMS. Zarejestrowało się 39 osób.

Co jest wyjątkowego w tej pielgrzymce? – Rower, a z rowerem aktywność fizyczna, kontakt z przyrodą, cały dzień na powietrzu. Więc pięknie jest jechać na rowerze do Maryi. Wiozę róże intencje własne i te przysłane w ostatniej chwili przez znajomych i przyjaciół z prośbą o modlitwę. Obserwuję tutaj duże zaangażowanie księży, którzy jadą z nami. Bardzo ważna jest ich otwartość, uwaga i posługa w sakramencie pokuty, możliwość rozmowy na postojach. Wielu ludzi z tego korzysta – odpowiada Anita. Magda z parafii Strawczyn po powrocie z pieszej pielgrzymki zdecydowała się na rowerową.

– To takie dopełnienie pielgrzymowania. Impulsem zawsze jest Maryja i Jezus. Co ją przyciągnęło na pielgrzymkę? – Pragnienie serca i intencje, których nie brakuje. Na Jasną Górę ciągnie też wspomnienie radości i wdzięczność, którą przeżywało się, kiedy już się było u Matki. Pierwszy odcinek nie był łatwy. Upał i 72 kilometry jazdy dały o sobie znać. Ale na trasie spotykamy wielu dobrych i życzliwych ludzi, którzy nas witają na postojach, podają wodę, owoce, przygotowują posiłek, przyjmują pod swój dach. Przychodzą do nas i proszą: – Zanieście i nas do Matki Bożej w swojej modlitwie. Dla mnie niesamowite jest też to, że po drodze nawiedzamy piękne kościoły, stare zabytkowe świątynie o niepowtarzalnym klimacie, o których prawdopodobnie nic nie wiedziałabym, gdyby nie pielgrzymka: Szaniec, Wiślica, Mnichów, Drochlin, Dzierzgów i wiele innych. To są wyjątkowe miejsca.

Barbara z parafii Brzeziny na co dzień dużo jeździ na rowerze. – Dawno temu byłam na pieszej pielgrzymce, a w tym roku jakoś zapragnęłam wyruszyć na rowerową. Jestem bardzo zadowolona i szczęśliwa, że się wybrałam – mówiła po przejechaniu pierwszego odcinka z Kielc do Wiślicy. S. Paula nazaretanka z Kielc, jechała w rowerowej piąty raz.

– To jest inne pielgrzymowanie niż piesze. Nie ma śpiewu. Jedzie się w ciszy, jeden za drugim. Jest czas na refleksję. Mamy swoje intencje, ale też prośby o modlitwę od rodziny, przyjaciół, znajomych. To nas łączy – mówiła. To była także trzecia wyprawa rowerem do Maryi Piotra Frańka, niewidomego kielczanina, który jechał na tandemie z Krzysztofem Osóbką. Rower sprowadzony z Francji w ubiegłym roku został zakupiony dzięki zbiórce ludzi dobrej woli i bardzo dobrze się sprawdzał.

Ks. Dariusz Jarliński, który od początku jeździ w pielgrzymce mówi, że spotyka tutaj niezwykłych ludzi, świadomych po co jadą i dla Kogo tutaj są. Ceni sobie atmosferę i wrażliwość na drugiego człowieka, który może mieć słabszy dzień czy problem z rowerem. Zawsze są wtedy chętni do pomocy bracia i siostry. – W trasie doświadczamy ogromnej życzliwości i gościnności ze strony mieszkańców. I to jest piękne. Zatrzymujemy się na Anioł Pański, Różaniec, Koronkę, Mszę św. Dzień zwieńczony jest Apelem Jasnogórskim – wylicza. Podkreśla, że liczy się każdy przejechany kilometr, wysiłek, słabości, pokonane trudności – wszystko to można ofiarować Maryi we intencjach, które się wiezie na Jasną Górę.

Koleżanki: Lilla z parafii Tuczępy, Monika z Łukowej i Kasia wspólnie wybrały się na pielgrzymkę. Powód jest prosty. – Każdy ma w sercu jakieś prośby ale i podziękowania. Jest trud, ale dajemy radę. Jak na pierwszy dzień jechało się bardzo dobrze – mówiły zadowolone w Wiślicy.

– To obraz żywego Kościoła, połączenie modlitwy bycia razem ze sobą i bycia samemu, możliwość podziwiania piękna przyrody. Pielgrzymi nie wstydzą się modlić wspólnie, manifestować swoją wiarę. Po drugiej stronie widzimy wspaniałych, życzliwych ludzi w tych maleńkich miejscowościach, przez które przejeżdżamy, którzy czekają na nas i jesteśmy dla nich jakimś wielkim wydarzeniem. Na przykład niewielka parafia Drochlin licząca nie więcej niż 440 parafian przyjmuje 120 pielgrzymów, lub wychodzi proboszcz z półmiskiem pełnym kanapek rozłożonych na wykrochmalonej bielutkiej serwetce i nas częstuje. To są obrazy, które na zawsze zostaną w sercu – mówi rzecznik pielgrzymki Aneta Winiarska-Syska. Rowerowi pielgrzymi mówią, że nie da się z niczym porównać tej atmosfery, radości, że się udało, że znowu się jest u Maryi, że można podziękować za całe niesamowite doświadczenie, za spotkanych ludzi i przedstawiać Matce własne prośby i wszystkie intencje wiezione w tej drodze, pozbierane wcześniej od rodziny, przyjaciół znajomych, którzy tak prosili o modlitwę. Trzeba to po prostu przeżyć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tajemnice bolesne

Ks. Robert Strus
Edycja zamojsko-lubaczowska 42/2003

Aktim/pixabay.com

1. Modlitwa w Ogrójcu

Przyszedł z nimi do ogrodu, zwanego Getsemani i rzekł do uczniów: „Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił”. Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: „Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe” (Mt 26, 36-40).
Pan Jezus prosił Apostołów, aby pozostali z nim i modlili się. Dzisiaj do nas kieruje tę prośbę: „Czuwajcie i módlcie się”. Czasy obecne to czasy działania, aktywizmu, czynu. Trudno nam jest docenić wartość modlitwy. Tymczasem to na modlitwie dokonują się rzeczy najważniejsze i przez modlitwę można zrobić najwięcej.

2. Biczowanie Pana Jezusa

Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie (Mt 27, 26). Był tam jeden, zwany Barabaszem, uwięziony z buntownikami, którzy w rozruchu popełnili zabójstwo. (...) Piłat chcąc zadowolić tłum uwolnił im Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie (Mk 15, 6-15).
Ewangelie mówią o tym wydarzeniu bardzo krótko. Relacjonują, że Piłat kazał ubiczować Jezusa. Można zauważyć pewną dysproporcję między ogromem cierpienia spowodowanego biczowaniem a znikomością słów je opisujących. Nie trzeba bowiem wiele mówić o cierpieniu. Wystarczy je zauważyć, być blisko cierpiących, pomagać im i modlić się za nich.

3. Cierniem ukoronowanie Pana Jezusa

Wówczas Piłat wziął Jezusa i kazał Go ubiczować. A żołnierze uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym. Potem podchodzili do Niego i mówili: „Witaj, Królu Żydowski!” I policzkowali Go. A Piłat ponownie wyszedł na zewnątrz i przemówił do nich: „Oto wyprowadzam Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy”. Jezus więc wyszedł na zewnątrz, w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym. Piłat rzekł do nich: „Oto człowiek” (J 19, 1-5).
Piłat wskazał na Jezusa ubiczowanego, umęczonego, z cierniową koroną na głowie - oto człowiek. Jak bardzo ten ideał człowieka różni się od obrazu człowieka propagowanego przez świat współczesny. Dzisiejszy ideał człowieka bowiem to człowiek młody, zdrowy, piękny, wysportowany. Patrząc na Jezusa z koroną cierniową na głowie, nie zapominajmy, że człowiek nawet przez cierpienie, starość, chorobę nie traci swej godności i swego człowieczeństwa.

4. Dźwiganie krzyża

A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego własne Jego szaty. Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować. I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego. Przyprowadzili Go na miejsce Golgota, to znaczy miejsce Czaszki. Tam dawali Mu wino zaprawione mirrą, lecz On nie przyjął (Mk 15, 20-22).
Pan Jezus obarczony krzyżem wkroczył na drogę. Była to trudna droga, nieraz na niej upadał. Nasze życie też jest drogą, nierzadko drogą krzyżową. Nieraz brakuje nam sił, nieraz upadamy. Prośmy Chrystusa dźwigającego krzyż, abyśmy tak jak On potrafili podnosić się z naszych upadków, zwątpień, załamań i iść do przodu drogą naszego życia.

5. Ukrzyżowanie Pana Jezusa

Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc, tam Go pilnowali. A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: To jest Jezus, Król żydowski. (…) Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: „Eli, Eli, lema sabachthani?” to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mt 27, 35-46).
Podczas ukrzyżowania mrok ogarnął całą ziemię. Nasz Zbawiciel doświadczył takiego mroku i opuszczenia, że skierował do Ojca modlitwę słowami Psalmu 22: „Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił”. I wtedy dokonało się nasze zbawienie. My również, kiedy doświadczamy krzyża, cierpienia, choroby, samotności, doświadczamy mroku i ciemności. Prośmy Chrystusa, abyśmy nie zapominali, że w takich momentach dokonuje się nasze zbawienie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Łódź: II Międzynarodowy Kongres Europa Christi

2018-10-19 09:26

W Łodzi w Wyższej Szkole Ekonomii i Zarządzania odbywa się sesja pt. „Europa Męczenników”, które jest miastem czterech kultur - polskiej, żydowskiej, niemieckiej i rosyjskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem