Reklama

Przez muzykę do serca

2018-07-17 13:10

Marta Wiatrzyk-Iwaniec
Edycja zielonogórsko-gorzowska 29/2018, str. IV

Archiwum Przemka Szczotko
Przemek Szczotko

Z Przemkiem Szczotko rozmawia Marta Wiatrzyk-Iwaniec

Na początku był Jedyny. Powołał on do życia Istoty Święte, którym podawał do wyśpiewania tematy muzyczne. Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką. A reszta współbraci słuchała. W miarę jednak, jak się wsłuchiwali, zaczynali rozumieć coraz głębiej, a głosy ich zespalały się w coraz doskonalszej harmonii. Wówczas Jedyny rzekł: „Chcę, abyście z tego tematu, który wam objawiłem, rozwinęli harmonijną Wielką Muzykę, a ponieważ natchnąłem was Niezniszczalnym Płomieniem, możecie, jeśli chcecie, wzbogacić temat własnymi myślami i pomysłami. A ja będę słuchał i radował się, że za waszą sprawą wielkie piękno wcieli się w pieśń” – oto fragment powieści J.R.R. Tolkiena „Silmarillion”, który stara się na sposób literacki wyjaśnić praprzyczynę muzykowania. Może i więcej nawet – ukazuje prawdę o tym, że każdy z nas ma do wyśpiewania własną historię, lecz trzeba pokierować swoim powołaniem tak, by odszukać te nuty i zagrać je zgodnie z Bożym marzeniem o nas. O sensie swojego poszukiwania poprzez śpiewanie opowiada Przemek Szczotko.

Marta Wiatrzyk-Iwaniec: – Brałeś udział w kilku projektach muzycznych. Ostatni z nich to New Message...


Przemek Szczotko: – Tak. Grunt różnych projektów muzycznych jest terenem do przebycia dla niemal każdego muzyka. To normalne, że kiedy szuka się własnej tożsamości muzycznej, to trzeba przemierzyć różne szlaki. Przez wiele lat obserwowałem bardzo ciekawe zjawisko w rozwoju muzycznym, nie tylko moim. Nazwałbym to pewnego rodzaju wspinaczką na wielką górę, by potem z niej zejść. I wcale celem nie jest tutaj zdobycie szczytu, lecz dotarcie na drugą stronę. Już tłumaczę, o co chodzi. Wchodząc coraz to wyżej, zachwycamy się przeróżnymi formami muzycznymi, artystami z odległych światów sceny, sprawnością wokalną i instrumentalną, aranżacjami, które zapierają dech w piersiach. Wierzchołek tej góry jest umiejscowiony tak wysoko, jak wysokie są nasze ambicje. Potem okazuje się, że nagle podczas tej wspinaczki zachwyci nas jakiś szczegół muzyczny, który jest tak prosty, a jednocześnie piękny, że cała otoczka ambicjonalna jakoś ginie w cieniu tej prostoty – i tutaj zaczyna się zejście z góry. Zejście, które jest konkretnym podążaniem za tzw. prostotą muzyczną. To schodzenie niejednokrotnie bardzo dużo kosztuje, ale daje szansę zejścia w głąb siebie, do serca, gdzie są ukryte najpiękniejsze dźwięki, najprostsze, najskuteczniejsze, słowa niekłamane i odważne. To jest teren, gdzie na pewno wreszcie jest się sobą.
Ogromnym darem było dla mnie poszukiwanie tych terenów z moimi przyjaciółmi z New Message. To był projekt bardzo osobisty dla każdego z nas. Kompozycje, teksty, aranżacje, koncerty przenosiły mnie dość skutecznie na drugą stronę. Dziś ten projekt odłożyliśmy na bok. Podjęliśmy próbę sprawdzenia, gdzie się znajdujemy, gdy nie ma nas razem, w jakim metrum biją nasze serca, gdy biją osobno. Czy wrócimy – nie wiem.

– Opowiedz o swoim najnowszym projekcie muzycznym. Dlaczego solo, a nie z zespołem?

– Do tej pory zawsze dzieliłem swoje inspiracje, kompozycje, kierunek tekstów, a nawet sposób śpiewania z ludźmi, z którymi współpracowałem. Doświadczenie tej wspólnoty muzycznej dawało mi pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że było mi to potrzebne. Od jakiegoś czasu bardzo intensywnie zastanawiałem się nad tym, w jaki sposób przebywamy we wspólnocie. Do czego jest nam ona potrzebna, czy płyniemy z tłumem, bezczelnie nazywając to jednością, dlaczego chcemy być tylko biorcami, a dlaczego nie dawcami i czy w ogóle potrafimy być dawcami. I nie myślę tutaj o konkretnym talencie, czy umiejętności społecznej, ale o postawie, która wypływa z poczucia tożsamości. Gdy myślę o tożsamości, zastanawiam się, kim jestem, skąd jestem i czego jeszcze o sobie nie wiem. Trochę ze wstydem muszę przyznać, że długo nie odrabiałem lekcji w tym temacie. Muzyczna tożsamość jest bardzo ważna, to moje „ja”, które jest napełnione świadomością talentów powierzonych mi przez Ojca, „ja”, które czuje się kochane i chciane, więc nie musi podkładać się pod innych, udawać kogoś.

– Jakie znaczenie ma Biblia w kontekście Twoich piosenek?

– Bardzo dużo słyszymy ostatnio o wielkich charyzmatykach w Kościele, o uzdrowieniach i różnych innych cudach. To piękne, ale nie zapominajmy, że istotniejszą rzeczą jest głoszenie Słowa Bożego, które konkretnie wskazuje na Twórcę tych cudów – na Jezusa. Kiedy uświadomiłem sobie, że jestem codziennie świadkiem cudów wcielenia Słowa, ujęło to moje serce. Są jakby dwa odcienie tego cudu. Pierwszy – to moment, gdy zauważasz, że Słowo Boże przez ciebie kontemplowane zaczyna urzeczywistniać się w twoim życiu i drugi – to moment, gdy tak żyjesz, że twoje życie znajduje odzwierciedlenie w tym Słowie. Jeden odcień z drugim przenikają się wzajemnie i bez siebie nie mogą istnieć. Narodzin Słowa w życiu nie ma bez Matki, dlatego Maryi powierzyłem tę moją przygodę i uczę się od Niej rodzić słowo. Teksty, w których opisuję relacje, sytuacje, marzenia, irytacje są analogią, czy też parafrazą konkretnych treści biblijnych.

– Opowiedz historię powstania wybranej piosenki jako przykład tej korelacji.


– Jakiś czas temu przechodziłem trudny wewnętrznie czas, w którym uświadomiłem sobie, że mam ogromne tendencje do bycia „super dorosłym”. Super dorosły to ktoś, kto nie ma słabości, nie prosi o pomoc, potrafi przytulić innych, lecz sam się nie przytula. Miałem go serdecznie dość. Gdzieś wewnątrz zatęskniłem za prawdziwą dorosłością, która ma w sobie pierwiastek dziecieństwa. Kocha i chce być kochanym, prosi o pomoc, mówi o swoich słabościach, odrzuca zbędne troski, bo dziecko nie rozpamiętuje tego, co wczoraj i nie drży o jutro. Takim dorosłym zapragnąłem być.
Opisałem te refleksje w piosence „Gdy będę wracał”. Gdy pisałem pierwszą zwrotkę, naraz olśniło mnie, że jest to historia syna marnotrawnego. Dlaczego? Dla mnie ta opowieść o synu nie jest do końca opowieścią o jego grzechu roztrwonienia pieniędzy i życia rozpustnego. Jest czymś znacznie głębszym: to opowieść o odejściu od Ojca. Obecność Ojca to przestrzeń akceptacji, kochania nie za coś, lecz tak po prostu, to przestrzeń do bycia sobą, bycia dzieckiem, posiadania słabości otoczonej siłą Ojca. Wyjście z takiego domu, to szukanie siebie wśród świata, który nie chce ciebie nawet znać, wypowiadać twojego imienia, to zejście do poziomu świń. Powrót do domu, to powrót do odzyskania siebie w pełni. Wiem, że Bóg nie chce nam odebrać siebie samym sobie. On pragnie nas oddać sobie samym w Nim. To sprawa godna najwyższej uwagi. Często słyszymy: „bądź sobą”, ale to jest bardzo niebezpieczne, jeśli nie znajdziemy siebie najpierw w Bogu.

– „A reszta tylko chce być prawdą” – te słowa mają dla Ciebie wyjątkowe znaczenie, dlaczego?

– Chyba każdy z nas toczył niejeden spór o to, co było, czy jest prawdą. Kto ma rację, kto lepiej wie, kto coś widział dokładniej itp. Jest jeszcze jedna – nieułatwiająca – aczkolwiek usprawiedliwiająca poniekąd kwestia w tym temacie: to perspektywa, z której widzimy dany problem. I tu możemy się spierać do końca świata, bo długopis leżący pół metra ode mnie jest większy z mojej perspektywy, niż dla kogoś, kto go ogląda z odległości pięciu metrów. Głodny złodziej być może ma mniejszy grzech od złodzieja – lenia… i zapewne cała ta przestrzeń moralności czynu jakoś siebie nawzajem próbuje bardziej lub mniej usprawiedliwić. Jest wszakże jedna perspektywa, absolutna i niezmienna jako matryca wszystkich czynów dających życie – to spojrzenie Jezusa. Co na to Jezus? Co mówi Słowo Boże? – tak powinniśmy pytać. Dlatego wszystko, co jest poza Pismem Świętym i nauką Kościoła, jest ułudą i tylko chce być prawdą.

– Jakie Słowo Boże jest dla Ciebie najważniejsze, które obrałeś sobie za przewodnie?

– Zdecydowanie to, które Kościół daje na każdy dzień w Liturgii Słowa. Każdy dzień staram się zaczynać od tego Słowa. Czytam to Słowo z Matką Bożą, bo sam go nie zrozumiem. Nie chcę tylko czytać, chcę być przez to Słowo czytany. Świadomość, że Słowo Boże przenika moją codzienność, a historie z Pisma Świętego są także moimi historiami, ogromnie mnie uszczęśliwia.

– Masz swojego bloga lub facebooka?

– Strona internetowa musi być, facebook również. Każda z tych przestrzeni on-line służy czemuś innemu i jest bardzo przydatna w kontakcie z ludźmi. Jednak chciałbym, aby sercem tych przestrzeni był blog, bo tutaj po prostu mogę się więcej rozpisać. Chcę podzielić się tym, w jaki sposób powstają moje piosenki, jakim Słowem Bożym się inspiruję. Mam ogromną nadzieję, że to zachęci innych do wgłębiania się w treści Pisma Świętego.

– Kiedy i gdzie będzie można Ciebie usłyszeć na żywo?

– Za mną już kilka wystąpień, przede mną kolejne. Wszystko można znaleźć na moim blogu w zakładce: koncerty i wydarzenia.

– Czy są inne chrześcijańskie projekty muzyczne, które byś polecał?

– Ogromnie się cieszę akcją związaną z organizacją przez naszą diecezję koncertów uwielbieniowych podczas uroczystości Bożego Ciała oraz święta Objawienia Pańskiego. Zawsze tupię nogami, gdy ten czas koncertowania się zbliża i mogę także wziąć w nim udział.

– Czy masz już sponsora na płytę?

– Kilku już spotkałem na mojej drodze i mam nadzieję jeszcze na szczyptę.

Zapraszamy na stronę Przemka: www.przemekszczotko.pl .

Tagi:
wywiad

O co modlą się mężczyźni?

2019-03-20 09:26

Katarzyna Krawcewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 12/2019, str. VII

Przy okazji trwającej peregrynacji obrazu św. Józefa Kaliskiego otwieramy cykl rozmów z mężczyznami. Będzie to miejsce na przemyślenia, świadectwa i ciekawe historie. Poznajcie męską stronę wiary. Z Piotrem Wiśniewskim rozmawia Katarzyna Krawcewicz

Archiwum
W Męskim Plutonie Różańcowym często modlimy się do św. Józefa m.in. za nasze rodziny

Katarzyna Krawcewicz: – Jesteś w Męskim Plutonie Różańcowym. Powiedz, o co modlą się mężczyźni?

Piotr Wiśniewski: – Chyba we wszystkich możliwych intencjach, na każdy dzień tygodnia jest wyznaczona inna. Modlimy się za papieża Franciszka i Kościół, za męskie wspólnoty, za ojczyznę, za rodziny, za księży, za chorych, cierpiących i samotnych, a także za kobiety. Często ktoś po prostu przysyła prośbę o modlitwę. Każdy z nas nosi też w sercu swoje intencje. I w Plutonie Różańcowym jest też zasada, że co miesiąc dobieramy się w dwójki braterskie i przez ten czas modlimy się jeden za drugiego, to taka nasza modlitwa wstawiennicza.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: „bądź wola Twoja” – prośbą, by Bóg zło dobrem zwyciężył

2019-03-20 11:35

tłum. st (KAI) / Watykan

Modląc się „bądź wola Twoja” wyrażamy wiarę, że Bóg może i chce przekształcić rzeczywistość, zwyciężając zło dobrem – powiedział Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej w Watykanie. Papież kontynuował cykl katechez o Modlitwie Pańskiej, a jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dzisiaj około 12 tys. wiernych.

vatican.va

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Kontynuując nasze katechezy na temat „Ojcze nasz”, dziś zastanawiamy się nad trzecim wezwaniem: „Bądź wola Twoja”. Trzeba je odczytywać łącznie z pierwszymi dwoma - „święć się imię Twoje” i „przyjdź królestwo Twoje” – w taki sposób, aby całość tworzyła tryptyk: „święć się imię Twoje”, „przyjdź królestwo Twoje”, „bądź wola Twoja”. Dzisiaj będziemy mówili o trzecim.

Uprzednia względem troski człowieka o świat jest niestrudzona troska Boga wobec człowieka i świata. Cała Ewangelia odzwierciedla to odwrócenie perspektywy. Grzesznik Zacheusz wspinał się na drzewo, bo chciał zobaczyć Jezusa, ale nie wiedział, że znacznie wcześniej Bóg wyruszył na jego poszukiwanie. Jezus, gdy przybył, powiedział mu: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. W końcu stwierdził: „Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19, 5.10). Oto wola Boża, o której wypełnienie się modlimy, wcielona w Jezusie: poszukiwanie i zbawienie tego, co zginęło. A my prosimy na modlitwie, aby poszukiwanie Boga się powiodło, aby wypełnił się Jego powszechny plan zbawienia. Najpierw w każdym z nas, a następnie w całym świecie. Czy pomyśleliście, co to znaczy, że Bóg poszukuje mnie, każdego z nas? I to osobiście. Jakże wspaniały jest Bóg, jakże w tym wiele miłości!

Bóg nie jest dwuznaczny, nie kryje się za zagadkami, nie zaplanował przyszłości świata w sposób, którego nie da się rozszyfrować, nie jest jasny. Jeśli tego nie zrozumiemy, grozi nam, że nie pojmiemy znaczenia trzeciego wyrażenia „Ojcze nasz”. Biblia jest bowiem pełna słów, które mówią nam o pozytywnej woli Boga wobec świata. W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajdujemy zbiór cytatów, które świadczą o tej wiernej i cierpliwej woli Bożej (zob. numery 2821-2827). Święty Paweł w Pierwszym Liście do Tymoteusza pisze: „Bóg pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (2,4). Wolą Boga jest najmniejszej wątpliwości zbawienie człowieka, ludzi, każdego z nas. Bóg ze swą miłością puka do naszego serca, by nas do siebie przyciągnąć i prowadzić nas dalej na drodze zbawienia. Bóg jest bliski każdego z nas ze swoją miłością, by za rękę prowadzić nas ku zbawieniu. Jak wiele za tym kryje się miłości!

Tak więc, modląc się: „bądź wola Twoja”, nie jesteśmy zachęcani do usłużnego pochylania głowy, jak byśmy byli niewolnikami. Nie Bóg chce, byśmy byli wolnymi, a Jego miłość nas wyzwala. „Ojcze nasz” jest bowiem modlitwą dzieci, a nie niewolników, dzieci które znają serce swego Ojca i są pewne Jego planu miłości. Biada nam, gdybyśmy, wymawiając te słowa, wzruszali ramionami na znak poddania się wobec przeznaczenia, które nas odpycha i którego nie możemy zmienić. Przeciwnie, jest to modlitwa pełna żarliwego zaufania do Boga, który pragnie dla nas dobra, życia, zbawienia. Jest to modlitwa odważna, nawet wojownicza, ponieważ na świecie jest wiele, nazbyt wiele spraw, które nie są zgodne z Bożym planem, wszyscy je znamy. Parafrazując proroka Izajasza, moglibyśmy powiedzieć: „Tutaj, Ojcze, jest wojna, wiarołomstwo, wyzysk; ale wiemy, że chcesz naszego dobra, dlatego błagamy cię: bądź wola Twoja! Panie, zmień plany świata, przekuj miecze na lemiesze, a włócznie na sierpy; niech nikt nie uczy się sztuki wojennej!” (por. 2, 4). Bóg pragnie pokoju.

„Ojcze nasz” jest modlitwą, która rozpala w nas tę samą miłość, jaką Jezus umiłował wolę Ojca, płomień, który pobudza nas do przemieniania świata miłością. Chrześcijanin nie wierzy w nieuchronny „los”. W wierze chrześcijan nie ma nic przypadkowego. Jest natomiast zbawienie, które czeka na objawienie się w życiu każdego mężczyzny i każdej kobiety oraz wypełnienie się w wieczności. Jeśli się modlimy, to dlatego, że wierzymy, iż Bóg może i chce przekształcić rzeczywistość, zwyciężając zło dobrem. Sensowne jest posłuszeństwo i powierzenie się temu Bogu nawet w godzinie najtrudniejszej próby.

Tak było w przypadku Jezusa w Ogrodzie Getsemani, kiedy doświadczył udręki i modlił się: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22, 42). Jezus jest przygnieciony przez zło świata, ale powierza się ufnie bezkresnej miłości woli Ojca. Również męczennicy w swojej próbie nie poszukiwali śmierci, ale tego co jest po śmierci, zmartwychwstania. Bóg ze względu na miłość może nas poprowadzić po trudnych ścieżkach, do doświadczenia bolesnych ran i cierni, ale nigdy nas nie opuści, będzie zawsze z nami, obok nas, w naszym wnętrzu. Dla wierzącego jest to pewność, a nie nadzieja: Bóg jest ze mną. Ta sama, jaką znajdujemy w tej przypowieści z Ewangelii św. Łukasza poświęconej potrzebie nieustannej modlitwy. Jezus mówi: „Czyżby Bóg nie wziął w obronę swoich wybranych, którzy wołają do Niego we dnie i w nocy, i czyżby zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, zaraz pośpieszy im z pomocą” (18,7-8). Taki jest Pan, tak nas miłuje, tak bardzo nas kocha. Teraz chciałbym was zaprosić, abyśmy wszyscy razem odmówili „Ojcze nasz”. Ci z was, którzy nie mówią po włosku, niech odmówią w swoim języku. Módlmy się: „Ojcze nasz”….

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież nie spotka się z migrantami

2019-03-20 20:07

vaticannews / Tanger (KAI)

Relacje między katolikami i muzułmanami w Maroku są bardzo dobre. Kraj ten jest tradycyjnie tolerancyjny dla mniejszości. Co więcej spotykam się tu z większym szacunkiem i otwarciem niż na przykład w Hiszpanii – powiedział arcybiskup Tangeru Santiago Agrelo Martinez na 10 dni przed papieską podróżą do tego kraju.

Wojciech Łączyński

Ten hiszpański biskup misyjny pełni swoją funkcję od 11 lat. Zapewnia, że współpraca z muzułmanami układa mu się dobrze i stale się rozwija. To nie ona będzie więc głównym tematem tej podróży, choć, jak zaznaczył, zarówno w świecie chrześcijańskim, jak i muzułmańskim trzeba wyciszać wzajemne resentymenty, bo to może prowadzić tylko do złego.

Głównym problemem Kościoła w Maroku są obecnie migranci. Bardzo często znaleźli się oni w ślepym zaułku: ani nie mogą przedostać się do Europy, ani nie mogą wrócić do domu. Mówi abp Martinez.

"Tym, co najbardziej leży mi na sercu, jest więc nie tyle relacja ze światem muzułmańskim, co sytuacja migrantów. Tu napotykamy najwięcej trudności. Ci młodzi ludzie, zarówno tu w Maroku, jak i w Libii, znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. Nie mają żadnej przyszłości. Wszystkie drogi są dla nich zamknięte. Polityka zamyka im drogę. Mam nadzieję, że Papież zajmie się tym problemem. Ci młodzi ludzie mają wielkie oczekiwania względem wizyty Ojca Świętego w Maroku. Oni sami nie będą mogli się spotkać z Franciszkiem, bo nie mają dokumentów, nie mają zameldowania. Nie będą mogli być blisko Papieża, ale mam nadzieję, że Papież będzie blisko nich i że oni to poczują – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Martinez.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem