Reklama

Koncert kolęd 2019 nowy termin

Słowo, które przenika

2019-01-08 12:01


Edycja zielonogórsko-gorzowska 2/2019, str. IV

Bożena Sztajner/Niedziela

Z ks. prof. Andrzejem Dragułą rozmawia Marta Wiatrzyk-Iwaniec

Marta Wiatrzyk-Iwaniec: – Książka „Słowo, które przenika” to zbiór minihomilii. Czy są to teksty wygłoszone, czy spisane do szuflady, a następnie opublikowane? Skąd się zrodziły: z nadmiaru słowa, z medytacji modlitewnej czy z niedosytu, że coś zostało niedopowiedziane?

Ks. Prof. Andrzej Draguła: – Nie publikuję kazań niewygłoszonych. Nie publikuję kazań, które byłyby napisane in abstracto, tzn. bez aktualnego kontekstu. One wszystkie wynikają z bardzo określonych okoliczności, są komentarzem do rzeczywistości. Książka ta zbiera teksty już wygłoszne i w dużej mierze opublikowane, bo były już do przeczytania w Internecie. Te homilie powstają, powiedziałbym, nieustannie. Rodzą się w samochodzie, w pociągu. Nie idę do kościoła, by tam pisać homilie. Refleksja i modlitwa są dla mnie czymś łącznym.

– A tytuł?

– Tytuł nie jest mój, tytuł jest redaktorski. Nie miałem autorskiego pomysłu, jakiejś idei łączącej teksty. Często punktem wyjścia w moich tekstach jest jedno słowo i tego uchwycił się redaktor, a ja się z tym zgodziłem. Tytuł można interpretować wielorako. Można to rozumieć jako Słowo Boże, które przenika, jest jak „miecz obosieczny”, który, ujmując to metaforycznie, „rozcina” człowieka. Ale myślę także o słowie w takim bardziej, nie chcę powiedzieć, przyziemnym znaczeniu, o słowie naturalnym, ludzkim, które też ma moc przenikającą. Może nie taką jak Słowo Boże, ale też przenikającą człowieka.

– W tekstach jest dużo odwołań filozoficznych, kontekstów teologicznych, cytuje Ksiądz świętch, sięga do semantyki, etymologii, bawi się słowem. Kim jest zatem założony odbiorca-czytelnik?

– Ten odbiorca jest konkretny, bo kazania zostały wygłoszone w określonych miejscach. Często jest to moja rodzinna parafia. Ktoś może powiedzieć, że są to zbyt trudne homilie. Nie zgadzam się z taką tezą. Kazanie powinno być zawsze trochę „ponad głowę” słuchaczy, to znaczy musi mieć pewną wartość dydaktyczną, intelektualną, powinno też czegoś uczyć, więc informacje o charakterze naukowym również są potrzebne. Owszem, dzielę się sobą w homilii, ale mam jednocześnie głęboką świadomość, że wiele rzeczy, które chcę powiedzieć, zostało już powiedzianych. Ktoś mnie kiedyś spytał, dlaczego czytam książki. Czytam książki, ponieważ chcę znaleźć język dla tego, co chcę powiedzieć. Dlatego nie boję się cytowania w kazaniu innych autorów, bo przede mną były już wieki myślenia i wydaje mi się, że my mamy obowiązek z tych wieków myślenia skorzystać. Wiele zdań już zostało sformułowanych celniej, niż byśmy sami próbowali. Chętnie odwołuję się do autorytetów, nie chcę, żeby słuchacz miał wrażenie, że historia zbawienia czy interpretacja teologiczna zaczęły się ode mnie. Za mną jest jakaś tradycja myślowa.

– Pisze Ksiądz, że Hostia i adoracja są nie po to, byśmy mogli się w Niego wpatrywać, ale byśmy Jemu pozwolili patrzeć na nas.

– Ta refleksja wynika i z doświadczenia osobistego, i naukowego, ponieważ zajmuję się także teologią obrazu. Istnieją bardzo ciekawe rozważania porównujące wschodni kult ikony z zachodnim kultem eucharystycznym. Wydaje mi się, że można by zastosować pewne teologiczne pomysły właśnie z teologii Wschodu, gdzie w gruncie rzeczy przychodzimy do cerkwii nie po to, by patrzeć na ikony, ale żeby ikony patrzyły na nas. Ikona jest oczami wieczności, które na nas spoglądają. Zastosowałem ten model, by powiedzieć o adoracji Najświętszego Sakramentu, żeby trochę odwrócić porządek, ponieważ jeśli żyjemy w świecie, który nazywamy „społeczeństwem spektaklu” skoncentrowanym na patrzeniu, to chciałbym zaproponować zupełnie inny model adoracji. Nie przez oglądanie Najświętszego Sakramentu, ale przez trwanie wobec Najświętszego Sakramentu, który – w cudzysłowie – spogląda na nas. Oczywiście Hostia nie spogląda na nas w sensie ścisłym, ale przecież można powiedzieć, że Pan na nas patrzy. Bardzo często powracam do mojego doświadczenia z czasów seminaryjnych – w seminarium była praktykowana adoracja Najświętszego Sakramentu w puszce. Nikt nie oglądał Hostii. Puszka była wystawiona w welonie po to, by poskromić nasz wzrok. Ważna była obecność, a nie oglądanie. A dzisiaj jakby skupiamy się na oglądzie. To jest takie typowe dla współczesnej kultury, która jest kulturą wizualną. Poskromienie oczu jest nam potrzebne.

– W innym miejscu Ksiądz właśnie propaguje „bycie ślepym” w wierze, co to znaczy?

– Wzrok jest czymś bardzo, nie chę powiedzieć: niebezpiecznym, ale czymś, co ma niezwykłą potęgę, z której sobie nie zdajemy sprawy. W tradycji teologicznej wciąż się rozważa napięcie między słowem a obrazem. Jestem raczej z tej szkoły, która mówi, że obraz jest silniejszy, bardziej uwodzący, obraz szybciej nas absorbuje i pochłania, dajemy się obrazowi uwieść. W języku polskim może to nie jest takie oczywiste, ale w angielskim, kiedy się pytamy kogoś, czy rozumie, on odpowiada: „I see” – widzę. Wydaje mi się, że bardzo często dajemy się uwieść różnego typu obrazom jeszcze przed ich interpretacją, analizą. Dzisiejsze wiadomości telewizyjne czy portalowe to w dużej mierze obrazy foto i wideo. Słowo jest czymś wtórnym, to obraz, zdjęcie mają nas o czymś przekonać. Słowo jest łatwiej zanegować niż obraz. Dlatego jestem takim umiarkowanym ikonoklastą, ciągle apeluję, by powstrzymać wzrok.

– Porozmawiajmy o nienasyceniu, o którym Ksiądz pisze, że może być imieniem Boga.

– W pewnym sensie wydaje mi się, że taki głód jest konieczny w wierze, bo wiara, która karmi się nasyceniem, niczego więcej nie potrzebuje. Człowiek, który jest nasycony, nie pragnie. Oczywiście ten głód czy pragnienie nie może być poniżej pewnego poziomu. Choć z drugiej strony, gdybyśmy chcieli zastosować ten model z przypowieści o synu marnotrawnym, to przecież jego do domu sprowadził głód, i to krańcowy, głód, który go doprowadził do upodlenia. Myślę, że takie poczucie braku jest konieczne w wierze, bo chyba nasycenie nas uspokaja, zadowala, rozleniwia, już nie każe poszukiwać, odnajdywać. Bóg jest ciągłym nienasyceniem człowieka.

– Wolniej – niżej – słabiej – oto przepis na świętość według Jezusa, który podaje Ksiądz w jednej z homilii.

– To jest z homilii na Wszystkich Świętych. Myślę, że wynika to z optyki, nazwałbym ją, optyką kontrkulturową. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy żyjemy w świecie sukcesu. Zawsze myślenie Jezusa na temat świętości jest myśleniem kontrkulturowym. Nie widzę w tym zanegowania rzeczywistości, także w odniesieniu do sukcesu, bogactwa czy pomyślności, ale widzę u Jezusa pewną metodę brania tego w krytyczny nawias. To jest pytanie: co ono z tobą robi, co robi z tobą bogactwo, sukces, troska o zdrowie, dzisiaj mówimy wellness. Wydaje mi się, że w tej perspektywie ci wszyscy święci, o których mówi Jezus w błogosławieństwach, są takim nieustannym wyrzutem sumienia. Pokazują, że istnieje możliwość innego modelu życia. On jest oczywiście bardziej pewnym horyzontem, do którego dążymy, niż bliską metą, którą łatwo jest osiągnąć. Ale jak to ktoś kiedyś słusznie powiedział, ludzie, którzy piszą utopie, są bardzo ważni, bo oni wyznaczają nam bardzo dalekie kierunki. Myślę, że jeśli chcemy mówić o świętości rozmumianej tak jak Jezus przedstawia ją w błogosławieństwach, nawet w kategoriach utopii, czegoś nieosiągalnego, to jedak musimy myśleć o tym jako o pewnym kierunku, wzorze, modelu, do którego się zbliżamy.

– W innej homilii pojawia się refleksja, że w niejednym doświadczeniu trudno nam rozpoznać Boga. Czy naszą rolą jest zgadzanie się na to „duchowe niezrozumienie”?

– Mówienie „tak” w przypadku rozumienia to żadna zasługa. Wiara nie polega na mówieniu „tak”, które jest konsekwencją zrozumienia. Kiedy byłem jeszcze w seminarium, sługa Boży bp Wilhelm Pluta uczył nas bardzo prostej modlitwy: „Panie Boże, ja Ciebie chcę”. Wydaje mi się, że to chcenie Boga jest bardzo ważne. To chcenie, które musi być silniejsze od zrozumienia i niezrozumienia, od doświadczenia pozytywnego i negatywnego, nawet od tego pozytywnego, które może być złudne. Chcenie Boga to jest owo „tak” dawane Bogu, chcenie, które się dokonuje wbrew różnym okolicznościom.

– Jezus odniósł sukces?

– Sukces w znaczeniu misji to tak. On zakończył swoją misję z powodzeniem. Jeśli Jego misją było zbawienie człowieka, to zakończył ją sukcesem, ale jeśli mielibyśmy przypisać Mu sukces w znaczeniu osiągnięcia popularności... Jezus odniósł sukces nierozpoznany w kategoriach ludzkich. No bo trudno w kategoriach ludzkich za sukces uznać to, że został skazany na okrutną śmierć. Może to też jest podpowiedź dla nas, że sukces człowieka może wyglądać zupełnie inaczej, niż oczekuje go świat. Być może ludzie, którzy w oczach świata nie odnieśli sukcesu, odnieśli go we własnym przekonaniu albo w oczach Boga, albo w porządku wiary.

Tagi:
książka

Ukazała się nowa książka o prymasie Józefie Glempie

2019-01-22 17:40

dg / Warszawa (KAI)

W przededniu szóstej rocznicy śmierci kard. Józefa Glempa w siedzibie sekretariatu KEP odbyła się konferencja prasowa poświęcona nowej książce dr Mileny Kindziuk pt. "Historyczne i polityczne aspekty komunikacji społecznej prymasa Józefa Glempa w okresie przełomu w Polsce w latach 1981-1992". W spotkaniu oprócz autorki książki wzięli udział metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz, rektor UKSW ks. prof. Stanisław Dziekoński i historyk prof. Paweł Skibiński.

Andrzej Tarwid/Niedziela

– Przed 24 lata mojego bycia biskupem obserwowałem księdza kardynała prymasa z pozycji Konferencji Episkopatu Polski, dane mi było przez ostatnie lata życia być z prymasem blisko i rozmawiać dziesiątki godzin przy różnych okazjach – mówił kard. Nycz. – Książka opisuje pierwsze jedenaście lat, kiedy objął po kard. Wyszyńskim prymasostwo. To był dla niego bardzo trudny okres prymasowania, parę miesięcy potem wybuchł stan wojenny, następnie trudy lat 80. i przełom 89-91. Prymas stanął przed wyzwaniem, jakim było przejęcie następstwa po wielkim prymasie Wyszyńskim – dodał metropolita warszawski i zaznaczył, że jego zdaniem kard. Glemp wyszedł z cienia prymasa Wyszyńskiego "bardzo szybko i bardzo udanie".

Komentując administracyjne zmiany dotyczące urzędu prymasa – rozłączenie archidiecezji gnieźnieńskiej i warszawskiej – kard. Nycz zaznaczył, że prymas Glemp "nie troszczył się o nic dla siebie, tylko chciał widzieć prymasostwo w takiej funkcji, w jakiej było potrzebne Polsce". Według metropolity warszawskiego historia potwierdziła zasadność działań prymasa Glempa.

Kard. Nycz wskazał na trud "egzaminu", jaki prymas zdawał w czasie stanu wojennego. Zaznaczył, że prymas Glemp rzeczywiście obawiał się rozlewu krwi. "Jeżeli się uwzględni specyfikę źródeł książki, jeżeli uwzględni się cel, który autorka sobie postawiła, zauważy się, że dokonała ogromnej pracy. Dostajemy dzieło, w którym historyk może szukać pól badawczych, ale jednocześnie, w którym się można orientować, jaki był to czas i jaki to był prymas".

Odnosząc się do różnych ocen pozytywnego stosunku prymasa Glempa do Okrągłego Stołu i dzieląc się swoją perspektywą, kard. Nycz zaznaczył, że "dzisiaj, nawet gdyby ktoś chciał ocenić prymasa za to źle, to byłoby absolutnie ahistoryczne, a takich ludzi dziś w Polsce nie brakuje".

Kardynał wskazał, że wiele źródeł dotyczących zmarłego sześć lat temu prymasa wciąż jest nieznanych, "i to nie tylko kościelnych, ale i państwowych, także zagranicznych", dodając później, że ważne materiały z pewnością znajdują się w Rosji.

– Jest to książka pisana z pozycji osoby, która ceni, szanuje i kocha prymasa, co jest atutem tej książki – powiedział kard. Nycz.

Autorka książki, dr Milena Kindziuk, przyznała, że nie ukrywa swojej sympatii do prymasa, którego znała, zaznaczając: "tym bardziej jednak starałam się o zachowanie obiektywizmu, o to żeby nie wybielać decyzji i działań prymasa, żeby przedstawić je rzetelnie, obiektywnie, opierając się na źródłach’.

– To, co mnie uderzyło przy badaniu źródeł do tej książki, to fakt, że w 1981 roku, tuż po objęciu prymasostwa, bp Glemp już wtedy był bardzo otwarty na media, nie znajdował zrozumienia nawet wśród biskupów. Pamiętajmy, że był to czas głębokiej komuny. Prymas udzielał wywiadów za granicą, ale również w Polsce, komunistycznym mediom, kiedy panowała cenzura. Biskupi na pierwszym posiedzeniu Rady Głównej, które zwołał nowy prymas, wręcz atakowali młodego następcę wielkiego prymasa Wyszyńskiego, chcąc wywrzeć nacisk i ukierunkować go. Bp Tokarczuk tłumaczył, że prymas Wyszyński miał nieco inną linię, udzielał wprawdzie wywiadów, ale czynił to sporadycznie, że trzeba zachować politykę prymasa Wyszyńskiego i być ostrożnym wobec mediów. Podobnie bp Gulbinowicz ostrzegał prymasa przed mediami. Prymas wysłuchał tych głosów i na końcu skomentował: „Myślę, że już dziś przed dziennikarzami nie da się uciec, z dziennikarzami trzeba rozmawiać”. Wprowadził zupełnie nowy styl komunikacji społecznej, rozumiał rolę mediów – mówiła dr Kindziuk.

Drugą rzeczą, na którą zwróciła uwagę autorka książki, jest wielka wolność wewnętrzna prymasa, "który nie wchodził w żadne alianse, w żadne zależności. Podczas posiedzenia Rady Głównej w grudniu 1981 r. powiedział do biskupów znamienne słowa: ‘Kościół nie może mówić tego, na co ludzie czekają, nie może wychodzić naprzeciw oczekiwaniom ludzi. Ma mówić prawdę’".

Dr Kindziuk powiedziała, że wprowadzenie stanu wojennego nie było dla prymasa zaskoczeniem. "O tym, że miało dojść w Polsce do rozlewu krwi, prymas Glemp dowiedział się już miesiąc po wyborze na prymasa, 12 sierpnia 1981 r., kiedy spotkał się ze Stanisławem Kanią, pierwszym sekretarzem KC PZPR. Od tamtej pory podejmował działania mediacyjne i spotykał się z władzami, zwłaszcza z gen. Jaruzelskim, żeby zapobiec sytuacji, która doprowadzi do rozlewu krwi. Na posiedzeniu Rady Głównej episkopatu, już w sierpniu 1981 r., kilka miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego, razem z biskupami zaproponował, żeby wypracować pewną strategię działania Kościoła wobec władz, żeby nie prowadzić do rozlewu krwi, powołując się przy ty na politykę prymasa Wyszyńskiego" – mówiła autorka książki.

– Jestem w ogromnym kłopocie, bo z jednej strony to książka analityczna, rzeczowa, rzetelna, ale jednocześnie chciałbym zaznaczyć, że to nie jest punkt dojścia badań historycznych, to punkt wyjścia. Książka we mnie wzbudziła wiele pytań, czasami dr Kindziuk nie odpowiada, być może intencjonalnie, czasami nie może odpowiedzieć, bo nie mamy źródeł. Niewątpliwie książka stanowi doskonały punkt wyjścia do dalszych badań posługi prymasowskiej kard. Glempa – mówił historyk, prof. Paweł Skibiński. „Biorąc książkę do ręki miałem obawę, że będzie to rodzaj hagiografii. To nie hagiografia a analityczna książka, chociaż pisana z ogromną życzliwością” – przyznał prof. Skibiński.

„Historyczne i polityczne aspekty komunikacji społecznej prymasa Józefa Glempa w okresie przełomu w Polsce w latach 1981-1992” autorstwa dr Mileny Kindziuk z Uniwersytetu Kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie to pierwsza naukowa monografia poświęcona postaci prymasa Polski kard. Józefa Glempa. Milena Kindziuk zbadała wszystkie archiwa kościelne i państwowe, w których przechowywane są dokumenty dotyczące kard. Glempa, żeby ukazać jego rolę w historii Kościoła i w historii Polski. Dotarła do niepublikowanych dokumentów i wypowiedzi. Powstało monumentalne, 600-stronicowe opracowanie, które jest ważnym przyczynkiem do poznania najnowszej historii naszego kraju.

Opracowanie zaczyna się w momencie mianowania 52-letniego wówczas biskupa warmińskiego na arcybiskupa gnieźnieńskiego i warszawskiego oraz prymasa Polski pod koniec maja 1981 r. Ta decyzja została przez Jana Pawła II podjęta szybko, jeszcze gdy przebywał w szpitalu po zamachu i mimo trwającej żałoby po kard. Wyszyńskim. Papież musiał mieć wyrobioną opinię na temat tego, kogo mianować na to stanowisko. Zapewne przekonały go też słowa sekretarza stanu kard. Agostino Casaroliego, że „jeśli Sowieci zaatakują Polskę, a prymasa nie będzie, Kościół utraci zdolność wypełniania swej misji”. Druga data graniczna – 1992 r. to moment reorganizacji struktur Kościoła w Polsce.

Książka ukaże się w lutym 2019, wydana we współpracy Wydawnictwa Naukowego UKSW i IPN.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Kolęda

Alumn Grzegorz Gęsikowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 51/2002

Termin calendae w starożytnym Rzymie oznaczał pierwszy dzień miesiąca. Najbardziej zaś uroczyście obchodzono calendae styczniowe (festum Calendarium), które rozpoczynały nowy rok. Wtedy to odwiedzano się po domach, obdarowywano podarkami i składano sobie życzenia. Podobnie czyniono w całej Europie w wiekach późniejszych, łącząc już ów zwyczaj ściśle ze świętami Bożego Narodzenia.
Tymczasem w Polsce dawnej 1 stycznia kapłani rozpoczynali odwiedziny duszpasterskie, które określano właśnie mianem kolędy. Trwała ona do 2 lutego - Święta Ofiarowania Pańskiego (Matki Bożej Gromnicznej). Najdawniejsza wzmianka o tej praktyce pochodzi z 1607 r. Wtedy to na synodzie prowincjonalnym w Piotrkowie polecono, aby plebani według starożytnego zwyczaju nawiedzali swoich wiernych po domach, uczyli ich pacierza, prawd wiary i by wchodzili w szczegóły życia, czy jest ono prawdziwie chrześcijańskie. Polecano także, by strapionych pocieszali, a ubogich wspomagali. Z kolei synod chełmski (1624 r.) zachęcał, aby proboszczowie spisywali swoich parafian i zachęcali do częstego korzystania z sakramentów. Owa wizyta miała wpłynąć na ożywienie życia religijnego i moralnego parafii.
Dla wielu rodzin kolęda jest bardzo ważnym wydarzeniem. Już od samego rana trwają w mieszkaniach przygotowania do przyjęcia kapłana. Wizyta duszpasterza jest doskonałą okazją do wspólnej modlitwy, do wyproszenia Bożego błogosławieństwa dla domowników, ale także okazją do szczerej rozmowy.
Jak należy przeżyć wizytę duszpasterską kapłana? Przede wszystkim należy się przygotować duchowo. Najlepiej uczynimy to, przystępując w czasie świąt do Komunii św., a także biorąc czynny udział w modlitwie. Nie wolno też zapomnieć o zewnętrznym przygotowaniu samego miejsca spotkania. Stół należy nakryć białym obrusem, postawić na nim krzyż, zapalone świeczki, Pismo Święte i wodę święconą. Przy tak przygotowanym stole winna zgromadzić się cała rodzina. Obrzęd kolędy nie jest wcale skomplikowany i na pewno sprzyja serdecznemu spotkaniu duszpasterza ze swoimi parafianami. Z jednej strony kapłan ma doskonałą okazję nie tylko poznać swoich wiernych, ale i wgłębić się w ich konkretną sytuację życiową, poznać jej radości, smutki i wyjść naprzeciw z konkretnym działaniem. Z drugiej strony i parafianie mają możliwość bliżej zainteresować się życiem parafii - życiem wspólnoty lokalnego Kościoła.
Jak wygląda kolęda? Zgodnie z wielowiekową tradycją kolęda w Polsce ma następujący przebieg: przed wejściem (bądź w trakcie wchodzenia) do mieszkania (domu) ministranci wraz z domownikami śpiewają kolędę, a w tym czasie jeden z chłopców kreśli na drzwiach napis: C + M + B + bieżący rok, co oznacza: Christus manisionem benedicat ("Niech Chrystus mieszkanie błogosławi"). Następnie kapłan wchodzi do mieszkania i pozdrawia obecnych słowami: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!" (odpowiadamy: "Na wieki wieków. Amen"). Kapłan może również zacząć od słów: "Pokój temu domowi" (tym razem odpowiemy: "I wszystkim jego mieszkańcom"). Następnie wszyscy - jak jedna rodzina, zgromadzona przy jednym stole odmawiają modlitwę, którą nauczył nas Jezus Chrystus (tzn. Ojcze nasz). Po niej kapłan, wypraszając Boże błogosławieństwo dla domowników, modli się następującymi lub podobnymi słowami: "Pobłogosław + Panie, Boże Wszechmogący, to mieszkanie (ten dom), aby w nim trwały: zdrowie i czystość, dobroć i łagodność oraz wierność w wypełnianiu Twoich przykazań; aby zawsze składano Ci dzięki. A błogosławieństwo Twoje niech pozostanie na tym miejscu i nad jego mieszkańcami teraz i na zawsze. Amen". Po czym następuje końcowe błogosławieństwo: "Niech to mieszkanie i wszystkich w nim mieszkających błogosławi Bóg Ojciec i Syn + i Duch Święty. Amen". Pięknym zwyczajem jest, gdy duszpasterz teraz weźmie ze stołu krzyż stanowiący własność rodziny i poda każdemu do ucałowania. Po tym dopiero kropi mieszkanie i domowników wodą święconą i stosownie do potrzeby duszpasterskiej nawiązuje rozmowę, której zawsze powinna towarzyszyć roztropność, delikatność i chrześcijańska zasada miłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

ŚDM w Panamie: nawrócenie ekologiczne w praktyce

2019-01-23 17:29

vaticannews / Panama (KAI)

Pięć postulatów dotyczących troski o naszą planetę - wspólny dom - znajduje się w odezwie skierowanej z okazji Światowych Dni Młodzieży do przywódców politycznych oraz odpowiedzialnych za różne światowe instytucje. Zostały one sformułowane na zakończenie kongresu pod hasłem: „Nawrócenie ekologiczne w praktyce”, który odbył się w tych dniach w Panamie.

geralt/pixabay.com

Młodzi wskazują na potrzebę osiągnięcia poziomu 100 proc. energii odnawialnej oraz redukcję gazów cieplarnianych do poziomu 1,5 procenta, jak postulowało porozumienie z Paryża z 2015 r. Następnie odnoszą się do problemu migracji i wzywają do podjęcia konkretnych działań w duchu ustaleń Paktu Globalnego dotyczącego migracji.

Jednym z punktów jest także potrzeba takiego zaangażowania, aby do 2030 r. zachować przynajmniej 30 proc. ekosystemów planety, ze szczególnym uwzględnieniem ludów tubylczych, które żyją w regionach najbardziej bogatej biosfery. Postulują, aby w tym okresie zapewniono też powszechny dostęp do wody pitnej.

Młodzi wzywają także do ochrony płuc planety, którymi jest Puszcza Amazońska. Pojawia się także punkt dotyczący ekonomii w duchu integralnego rozwoju przełamującego współczesny mit ciągłego materialnego postępu oraz paradygmat nieograniczonego wzrostu. Proszą biskupów i odpowiedzialnych za Kościół o wdrożenie zaleceń z encykliki „Laudato si”.

Dokument zachęca do poważnego podjęcia tematu nawrócenia ekologicznego poprzez programy edukacyjne oraz formacyjne na wszystkich poziomach, a także realizację różnych inicjatyw podkreślających wymiar ekologiczny wiary, także poprzez obchodzenie Dnia dla stworzenia. Potrzebne jest systematyczne zaangażowanie u samych podstaw. Ważne pozostaje także nawrócenie w zakresie stylu życia, aby był pełen prostoty i umiaru.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem