Reklama

Towarzyszą żołnierzom

2019-01-30 11:37

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 5/2019, str. IV

Archiwum ks. ppłk. Radosława Michnowskiego
Ks. ppłk Radosław Michnowski (pierwszy z lewej)

Za kilka dni 5 i 9 lutego w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie odbędą się uroczystości związane z 100. rocznicą ustanowienia Biskupstwa Polowego w Polsce. To okazja do podziękowania Panu Bogu za posługę, którą kapelani pełnią wśród żołnierzy Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej na terenie całego kraju, ale także polskich kontyngentów wojskowych. Uroczystości jubileuszowe odbyły się już w niektórych parafiach wojskowych. W pozostałych odbędą się w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

O tym, jak wygląda posługa kapelanów, opowiadają księża na co dzień pracujący w parafiach wojskowych na terenie naszej diecezji.

Biskupstwo Polowe

Ordynariat Polowy zgodnie ze statutem „jest okręgiem kościelnym zrównanym prawnie z diecezją, posiadającym własnego Biskupa Polowego, któremu powierzona jest troska pasterska o część Ludu Bożego z różnych tytułów związanego ze służbą w wojsku polskim”. Ordynariat obejmuje cały kraj oraz polskie kontyngenty wojskowe za granicą. Kapelanów wojskowych mianuje i odwołuje Biskup Polowy Wojska Polskiego. Funkcję tę obecnie pełni w Polsce bp gen. bryg. Józef Guzdek, zaś Katedrą Polową Wojska Polskiego jest kościół Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski Hetmanki Żołnierza Polskiego w Warszawie. Prezbiterium Ordynariatu Polowego stanowią duchowni diecezjalni i zakonni, którzy podobnie jak żołnierze posiadają stopnie wojskowe. Do Ordynariatu Polowego należą katolicy m.in. żołnierze zawodowi, ich współmałżonkowie i dzieci; żołnierze w czynnej służbie wojskowej (niezawodowi), w czasie pełnienia tej służby; pracownicy cywilni, zatrudnieni na stałe w jednostkach wojskowych oraz uczniowie szkół wojskowych.

Reklama

Tradycja

Ordynariat został ustanowiony w miejsce działającego w latach 1945-89 Generalnego Dziekanatu Wojska Polskiego. Tradycją nawiązuje do ustanowionej 5 lutego 1919 r. przez papieża Benedykta XV Polowej Kurii Biskupiej i Ordynariatu Polowego istniejącego w II Rzeczypospolitej.

Parafie Ordynariatu Polowego należą do 9 dekanatów: Wojsk Lądowych, Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, Inspektoratu Wojskowej Służby Zdrowia, Sił Powietrznych, Marynarki Wojennej, Wojsk Specjalnych, Żandarmerii Wojskowej, Duszpasterstwa Wojskowego Kościoła Greckokatolickiego, Wojsk Obrony Terytorialnej.

W naszej diecezji do Ordynariatu Polowego WP należą parafie wojskowe w Krośnie Odrzańskim, Międzyrzeczu, Sulechowie, Wędrzynie i Żaganiu.

Ksiądz Jan

W Krośnie Odrzańskim istnieje parafia wojskowa pw. św. Marcina z Tours. Jej proboszczem jest ks. ppłk Jan Zapotoczny. Ks. Jan pochodzi z Małopolski, z miejscowości Skrzypne w powiecie Nowotarskim. Zanim trafił do Krosna jako kapelan, przebył długą drogę. W 1990 r. został powołany do Zasadniczej Służby Wojskowej do Centrum Szkolenia Specjalistów Marynarki Wojennej w Ustce. Po roku służby został żołnierzem nadterminowym. W sumie w wojsku służył 5 lat. W tym czasie ukończył liceum dla pracujących i zdał maturę. W roku 1995 r. wstąpił do Seminarium Duchownego – najpierw w Szczecinie, a dwa lata później do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie jako kandydat na kapelana wojskowego. Święcenia kapłańskie przyjął w 2002 r. z rąk bp. gen. dyw. Leszka Sławoja Głódzia, ówczesnego biskupa polowego w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie. Jeszcze w tym samym roku trafił do Gdyńskiej Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej Gdynia Babie Doły i mianowany wikariuszem parafii wojskowej pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Gdyni. W 2005 r. i 2011 r. – kolejno na 12 i 6 miesięcy – wyjeżdżał na misję do posługi żołnierzom Polskiego Kontyngentu Wojskowego do Afganistanu, w międzyczasie pełniąc posługę proboszcza w parafii wojskowej św. Melchiora Grodzieckiego w Darłowie. Od 2013 r. pełnił posługę proboszcza w parafii w Orzyszu i Bemowie Piskim. Rok później został mianowany proboszczem parafii wojskowej w Nowej Dębie, gdzie miał objąć opieką również tworzony wtedy obóz dla uchodźców. Kolejna zmiana nastąpiła w sierpniu 2016 r. Wtedy to został mianowany proboszczem parafii wojskowej pw. św. Marcina w Krośnie Odrzańskim.

Dlaczego został kapelanem wojskowym? – Przez 5 lat służby w wojsku nie spotkałem kapelana wojskowego. Kiedy podjąłem decyzję o wstąpieniu do Seminarium Duchownego, postanowiłem to zmienić i zasilić szeregi księży w wojsku, aby każdy żołnierz miał możliwość skorzystać z posługi kapłańskiej wtedy, kiedy potrzebuje – mówi ks. Jan Zapotoczny. Obecnie towarzyszy żołnierzom, odprawia dla nich Msze św. – Często żołnierze przychodzą po prostu pogadać. Wyjeżdżam również z nimi na ćwiczenia i poligony. Wtedy jestem wsparciem i modlę się, żeby się wszystko odbyło bezpiecznie. Najbardziej czułem się potrzebny żołnierzom w czasie misji zagranicznych. Afganistan to teren wojny. Przeżyliśmy wiele ataków i ostrzałów na nasze bazy wojskowe i konwoje. Czasem zdarzały się tragedie, że zginął żołnierz. Ja obsługiwałem trzy bazy wojskowe, często z żołnierzami jeździłem w konwojach, aby dotrzeć do kolejnej bazy. Żołnierze podkreślali wtedy, że czują się bezpiecznie i muszę to potwierdzić, że Opatrzność Boża czuwa nade mną – opowiada kapelan.

20 stycznia w parafii wojskowej w Krośnie Odrzańskim odbyła się uroczysta Msza św. z okazji 100. rocznicy utworzenia Biskupstwa Polowego w Polsce, oraz 26. rocznicy erygowania parafii. Mszę św. celebrował i homilię wygłosił dziekan Dekanatu Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych ks. ppłk Tomasz Paroń. Ksiądz dziekan w homilii podkreślał, jak ważną komórką społeczną jest rodzina, oraz przypomniał postać pierwszego biskupa polowego Stanisława Gala, a także początki i organizację duszpasterstwa wojskowego. Wspomniał również o pracy i zasługach księży kapelanów, szczególnie w czasie wojny, takich jak bł. ks. kmdr Władysław Miegoń.

W trakcie uroczystości został odsłonięty i poświęcony Medalion Jubileuszowy upamiętniający Biskupów Polowych i Kapelanów Wojskowych. Odsłonięcia dokonał dowódca Garnizonu Krosno Odrzańskie ppłk Sławomir Osmelak wraz z Komendantem 44. Wojskowego Oddziału Gospodarczego ppłk. Władysławem Ostrowskim.

Na zakończenie uroczystości ksiądz dziekan w imieniu biskupa polowego Wojska Polskiego odznaczył medalami „W Służbie Bogu i Ojczyźnie” zasłużonych dla parafii wojskowej oraz wręczył pamiątkowe ryngrafy i płyty wydane przez Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego. Uroczystość uświetniła orkiestra strażacka.

Ksiądz Radosław

Bardzo bogatą historię ma za sobą ks. ppłk Radosław Michnowski, proboszcz parafii wojskowej pw. Matki Bożej Hetmanki Żołnierza Polskiego w Żaganiu. Wojsko to jego pasja, dlatego w latach 90. ub. wieku wstąpił do Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Łączności w Zegrzu. Jednak jako że szkoła była wówczas zamykana, cały rocznik został przeniesiony na Wojskową Akademię Techniczną w Warszawie. Pewnego dnia podchorążych odwiedził w akademii nowy kapelan wojskowy ks. ppłk Stefan Zdasienia. – Mieliśmy z nim spotkanie na korytarzu. On się przedstawił. Pogadał, pożartował, ale nie mówił nic o powołaniu. W ogóle nie mieliśmy przeświadczenia, że jest ktoś taki jak kapelan wojskowy. Ani nam nikt tego nie tłumaczył, ani tak naprawdę nas to nie interesowało jako podchorążych – wspomina ks. ppłk Radosław Michnowski. – Natomiast ja od tego momentu zacząłem myśleć, czy to jest ta droga, którą powinienem kroczyć, czy nie powinienem jej zmienić. Myślałem nad tym ok. tygodnia. W końcu zadzwoniłem do kapelana i umówiłem się z nim na rozmowę, w czasie której powiedziałem mu, że chcę pójść do seminarium – dodaje. Zakończył studia na WAT i rozpoczął sześcioletnią formację w warszawskim seminarium duchownym wśród kleryków, którzy byli przeznaczeni na kapelanów wojskowych. Na pierwszym roku – jak wspomina – było 6 kleryków.

Ks. Radosław seminarium ukończył w 2001 r. i był przekonany, że zgodnie z rodzinnymi tradycjami, trafi do Marynarki Wojennej.

– Dostałem dekret do 3. Brygady Zmechanizowanej w Lublinie. To był początek służby i posługi w wojsku. Ładowałem amunicję do taśmy, pierwszy raz strzelałem, rzucałem granatami, jeździłem bojowym wozem piechoty i dowodziłem pojazdem. To dało mi zbliżenie i poznanie tego rzemiosła od podszewki. Wyznawałem zasadę, że żeby być wiarygodnym, to trzeba spróbować tego wszystkiego, czym ci ludzie żyją – wspomina kapłan. – Po pół roku służby zostałem przeniesiony do 6. Brygady Powietrznodesantowej do Krakowa, a następnie do 3. Warszawskiej Brygady Obrony Powietrznej. – Dostałem mundur zielony, potem stalowy, na ten granatowy musiałem czekać do 2006 r., kiedy zostałem przeniesiony do Gdyni do Akademii Marynarki Wojennej. Tam posługiwałem przez 10 lat. W sumie to moje ubrania leżały tam 10 lat, bo 2,5 roku spędziłem na okrętach Marynarki Wojennej. Mam za sobą dwie roczne misje w 2010 i 2013 r. na Okręcie ORP Kontradmirał Xawery Czernicki jako kapelan Stałego Zespołu Sił Obrony Przeciwminowej NATO. W innych latach jako kapelan uczestniczyłem z podchorążymi Akademii Marynarki Wojennej na ORP „Wodnik” w rejsach szkolno-nawigacyjnych, a na jednym z jachtów brałem udział w regatach The Tall Ship Races.

Podczas pierwszej misji został pomocnikiem oficera wachtowego. Siedział na mostku i wykonywał najprostsze prace. Parzenie kawy, noszenie dokumentów, przynoszenie ich do zniszczenia – jak przyznaje – nie stanowiło dla niego żadnego problemu. W drugiej misji rozpoczął natomiast służbę radarzysty. Poza tym był wyznaczony do drużyny medycznej. – Prosiłem ich o to, żeby mówili do mnie „Padre”. To łamie pewne schematy i nadaje bliskości między ludźmi – dodaje kapelan.

W naszej diecezji ks. Radek został skierowany do posługi w Międzyrzeczu w 17. Wielkopolskiej Brygadzie Zmechanizowanej i do Skwierzyny do Dywizjonu Rakietowego, ponieważ stacjonowali tam Amerykanie, a „Padre” był świeżo po kursie angielskiego. W międzyczasie został odznaczony nagrodą Buzdygana, przyznawaną przez miesięcznik „Polska Zbrojna”, cenioną w środowisku wojskowym. – Byłem mile zaskoczony, że ktoś uznał to, co robię, i że robię to dobrze. Zostałem nagrodzony za niestandardowe podejście do posługi i za skracanie dystansów – mówi kapelan.

Od 1 lipca 2017 r. ks. Radek pełni posługę proboszcza parafii wojskowej w Żaganiu i kapelana jednostek garnizonu Żagań 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej. – Przyjechałem tutaj w mundurze marynarskim, więc tak naprawdę nikt nie wiedział kto zacz, bo na tych pętelkach się lądowcy nie znają. Niemniej to też na tym polega, żeby się integrować ze środowiskiem. Powiesiłem mundur marynarski w szafie i wszelkie inne „okrętowe” mundury. Przemundurowałem się na zielono i tak naprawdę mam wszystkie mundury rodzajów sił zbrojnych, które są, bo zaczynałem od zielonego wojsk lądowych, przez Siły Powietrzne, mam więc również mundur stalowy i Marynarki Wojennej – mundur granatowy. Czyli tak naprawdę jestem do dyspozycji. Jak biskup deleguje mnie do jakiegoś innego rodzaju sił zbrojnych, to jestem gotowy, tylko wyciągnę mundur z szafy. Mam nadzieję, że jeszcze będzie pasował – mówi ks. ppłk Radosław Michnowski. – Ta posługa jest dla mnie spełnieniem. Realizuję się w tym. Dzięki temu stałem się bardziej otwarty na drugiego człowieka. Tak naprawdę to ja jestem dla nich, a nie oni dla mnie. To jest moje motto, które od początku Akademii Marynarki Wojennej próbuję wcielać w życie. Jestem do dyspozycji na każde ich wezwanie.

Tagi:
dzień pamięci

Wyklęci – błogosławieni

2019-02-20 11:35

Ks. Adam Lechwar
Edycja sandomierska 8/2019, str. IV-V

1 marca, obchodzony jako Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, wpisał się już nie tylko w kalendarze życia patriotycznego, społecznego czy religijnego. Data ta pozwoliła zaistnieć w przestrzeni publicznej tym, którzy na ołtarzu miłości Ojczyzny, po II wojnie światowej, złożyli swe talenty, dobra materialne, rodzinne szczęście, zdrowie i życie, a którzy świadomie przez długie powojenne lata historii Polski skazani byli na nieistnienie. Jeśli już wspominano ich byt i historię, to w aurze niesławy i z mianem bandytów

Ks. Adam Stachowicz
Ubiegłoroczne sandomierskie obchody Dnia Niezłomnych

Od historycznego, oficjalnego odrzucenia w Polsce spuścizny komunizmu w 1989 r. trzeba było czekać 12 lat, aby po raz pierwszy Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, w 2001 r., podjął uchwałę, w której uznał zasługi organizacji i grup niepodległościowych, które po zakończeniu II wojny światowej zdecydowały się na podjęcie nierównej walki o suwerenność i niepodległość Polski. Oddał w ten sposób hołd poległym i pomordowanym oraz wszystkim więzionym i prześladowanym członkom organizacji Wolność i Niezawisłość. Było to pierwsze tej rangi uhonorowanie żołnierzy zbrojnego podziemia antykomunistycznego w naszej Ojczyźnie.

Dopiero jednak w lutym 2010 r. prezydent Lech Kaczyński skierował do Sejmu projekt ustawy w sprawie określenia dnia obchodów ku czci Żołnierzy Niezłomnych, uzasadniając go słowami: „Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ma być wyrazem hołdu dla żołnierzy drugiej konspiracji za świadectwo męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i przywiązania do tradycji niepodległościowych, za krew przelaną w obronie Ojczyzny”.

Rok później, w lutym 2011 r., Sejm RP przyjął stosowną uchwałę, czyniąc ten dzień świętem narodowym. Data wyznaczenia Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych wiąże się z egzekucją, dokonaną przez UB w mokotowskim więzieniu, wojskowych należących do podziemia antykomunistycznego.

1 marca 1951 r. zostało zamordowanych siedmiu członków Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Wśród straconych byli: prezes IV Zarządu Głównego WiN ppłk Łukasz Ciepliński, a także: mjr Adam Lazarowicz, mjr Mieczysław Kawalec, kpt. Józef Batory, kpt. Franciszek Błażej, kpt. Józef Rzepa i por. Karol Chmiel.

Kim byli?

Określenie „Żołnierze Wyklęci” powstało w 1993 r. i zostało ukute przez Leszka Żebrowskiego. Po raz pierwszy użyto go w tytule wystawy „Żołnierze Wyklęci – antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 r.” na Uniwersytecie Warszawskim. Byli oni aż do powstania Solidarności w 1981 r. najliczniejszą formą zorganizowanego oporu społeczeństwa polskiego wobec narzuconej władzy komunistycznej.

Pytanie: kim byli „Wyklęci”, czy też „Niezłomni” jest wciąż żywe w Polskiej rzeczywistości. W wielu rodzinach dopiero w obecnym czasie mają miejsce sytuacje, w których odnajdują się uważani za zaginionych w powojennych losach ich członkowie. – Przez całe lata myśleliśmy, że nasz niewiele starszy ode mnie wujek zginął zamordowany w powojennych utarczkach albo jest nieodpowiedzialny za rodzinę, narażając swoich bliskich na różne perypetie – mówi Stefania z okolic Ostrowca Świętokrzyskiego. – Radość, ale i uczucie zmieszania, a nawet złości towarzyszyły naszemu spotkaniu po latach – dodaje Stefania. – Dopiero długie opowieści dopisywały nieistniejące w naszej świadomości skomplikowane losy rodzinne końca wojny i powojennych lat ludowej rzeczywistości naszej Ojczyzny i rodziny. Z opowieści wujka wynikało – kontynuuje Stefania – że jako młody chłopak został zwerbowany i miał kontakty z oddziałem Gwardii Ludowej. Po zorientowaniu się w głoszonych przekonaniach tamtego środowiska izolował się od nich. Wkrótce przez innych sąsiadów wszedł w kontakt z partyzantami związanymi z Armią Krajową. W sąsiedzkich relacjach przez niektórych był traktowany jako człowiek niepewny, a nawet swoisty zdrajca. Po wojnie doprowadziło to do konieczności ukrywania się na tzw. ziemiach odzyskanych. Nieobecność i niepewność losów naszego wujka naznaczyła mocno nasze rodzinne relacje.

Polskie podziemie

Wyklęci stanowili bardzo zróżnicowaną grupę zbrojnych, która składała się zarówno z żołnierzy AK, Narodowych Sił Zbrojnych oraz żołnierzy Wojska Ludowego, którzy nie podzielali idei komunistycznych. Szacuje się, że od 1943 do 1945 r. z szeregów Wojska Ludowego zdezerterowało prawie 25 tys. żołnierzy i oficerów. Znaczna ich część trafiła do oddziałów partyzanckich. Motywacją do takich decyzji okazywały się m. in. represje wobec żołnierzy AK i innych organizacji walczących o wolność.

Ocenia się, że Polskie podziemie antykomunistyczne miało w swoich szeregach ok. 250 tys. członków. Około 40 tys. z nich to żołnierze, którzy prowadzili walkę z bronią w ręku. Amnestia w 1947 r. sprawiła, że niepodległościowe podziemie zmniejszyło się do ok. 2 tys. osób. Występowali oni nadal przeciwko administracji komunistycznej, zwalczali działalność NKWD oraz UB na terenie Polski. Zbrojnymi akcjami wyzwalali aresztowanych z więzień, piętnowali kolaborantów i likwidowali zdrajców. Z danych IPN wynika, że Wyklęci przeprowadzili w sumie 12 tys. akcji, w których zostało zabitych 529 funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej, 429 żołnierzy Armii Czerwonej oraz 303 żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego.

Ostatnim partyzantem podziemia antykomunistycznego był sierżant Józek Franczak, ps. Lalek. Prowadził on niezmordowaną walkę od września 1939 r. Wpierw działał jako zawodowy podchorąży w Równem na Wołyniu, a następnie wszedł w skład Armii Krajowej. Dalsze swoje losy związał z organizacją Wolności i Niezawisłości. Został namierzony przez Służbę Bezpieczeństwa dopiero w 1963 r. Legendarny i spędzający władzy ludowej sen z powiek „Lalek” nie chciał dać się aresztować i zginął w strzelaninie z MO i SB.

Duchowe wsparcie

Przywoływane tu postawy Żołnierzy Niezłomnych świadczą o rzetelnym wychowaniu patriotycznym w przedwojennej Polsce. Patrząc na ich życiorysy, z łatwością daje się zauważyć, że każdy z nich kończył dobrą szkołę. Zwykle wywodzili się oni z rodzin, gdzie sprawy Ojczyzny były postawione na ważnym miejscu. Wychowani byli nie tylko na dobrych ludzi, ale też gorących patriotów o chrześcijańskiej moralności.

Nie można nie zauważyć, że ów kręgosłup moralny wyniesiony z życia rodzinnego i parafialnego ciągle był wzmacniany przez kapelanów obecnych w oficjalnych oddziałach Armii Krajowej, a także konspiracyjnych oddziałach WiN i innych formacjach. Księża, którzy ofiarnie współpracowali z Armią Krajową, a także z podziemiem wolnościowym w latach komunizmu podzielili los Żołnierzy Wyklętych stając się jednymi z nich. Nie bali się oni podjąć ryzyka i ponieśli konsekwencje swojego patriotycznego zaangażowania. W czasach stalinowskich wiele diecezji zostało drastycznie i bezwzględnie zaatakowanych przez NKWD i UB. Miało to zastraszyć duchowieństwo w całej Polsce i zniechęcić do stawiania oporu władzy ludowej. Księża ci jako szeregowi duszpasterze na parafiach, a także jako kapelani wojskowi byli do końca z ludźmi w cywilu, partyzantami i żołnierzami, którzy walczyli o wolną Polskę. Podzielili też ich losy, ginąc na polach walki, doświadczając prześladowań i inwigilacji, tortur oraz spędzając długie lata w więzieniach. Trzeba o nich pamiętać!

Kapelani wojskowi

Jednym z etapów upamiętnienia ich ofiary jest 100-lecie odzyskania niepodległości oraz 100-lecie powstania Ordynariatu Polowego w Polsce. W tych dniach na półkach księgarskich pojawi się książka autorstwa Bogusława Szwedo zatytułowana: „Kapelani wojskowi na drogach ku niepodległości. Sto biogramów na stulecie Biskupstwa Polowego w Polsce”. Autor prezentuje 100 postaci polskich duchownych i zgodnie z ideą zawartą w tytule przybliża losy bohaterów tej znamienitej rocznicy.

Wśród prezentowanych postaci przynajmniej 9 sylwetek związanych jest historycznie z diecezją sandomierską w poprzednich i obecnych jej granicach. Są to: bł. komandor ks. Władysław Miegoń (1892–1942), bł. ks. Bolesław Strzelecki (1896–1941), bł. ks. Kazimierz Sykulski (1882–1941), ks. Stanisław Domański (1914–1946), ks. Jan Malinowski (1910–1974), ks. Jan Pajkert (1887–1964), ks. Stanisław Sikorski (1910–1993), ks. Jan Zieja (1897–1991) oraz ks. Wojciech Rojek (1906–1988).

Autor z ogromną pasją od wielu lat prowadzi badania i poszukuje dokumentacji, którą cytuje przybliżając każdą z postaci. Bezpośrednie spotkanie z Bogusławem Szwedo, znanym nam w regionie z założenia i działalności Radia „Leliwa”, będzie możliwe w czasie prezentacji – jak sam autor określa – „Słownika znamienitych kapelanów Wojska Polskiego” w Sandomierzu: Muzeum Diecezjalne, 7 marca; w Tarnobrzegu – Biblioteka Miejska – 21 marca.

„Przez te postaci możemy lepiej poznać losy duszpasterstwa wojskowego oraz ogromny wysiłek duchowieństwa podjęty, aby zapewnić posługę duszpasterską we wszystkich okolicznościach, w jakich znaleźli się polscy żołnierze – zarówno w czasach pokoju jak i wojny, na polach bitew, w łagrach i w obozach zagłady, w kraju i na obczyźnie” – stwierdza we wstępie do publikacji biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek.

Wśród prezentowanych kapelanów 100-lecia walk o odzyskanie i zachowanie niepodległości o wielu autor pisze: „...zamordowany przez funkcjonariuszy NKWD”, „...zamordowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego”, „...zamordowany na podstawie haniebnego wyroku komunistycznych sądów wojskowych”. Trzeba o nich pamiętać!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Bartołd: Lepszej okazji do ochrony życia nie będzie

2019-03-19 20:09

Artur Stelmasiak

W demokracji mamy ciągle jakieś wybory, a nie możemy demokratycznie redefiniować pewnych prawd, jak np. małżeństwo, poszanowanie życia ludzkiego - mówi ks. Bogdan Bartołd, znany duszpasterz i proboszcz archikatedry św. Jana w Warszawie.

Artur Stelmasiak
Ks. Bogdan Bartołd

W najnowszym tygodniku "Solidarność" ukazał sie duży wywiad z ks. Bogdanem Bartołdem, w którym jest on pytany o wartości w życiu publicznym i politycznym. Czy polska prawica wypłukuje się z treści chrześcijańskich i podąża drogą chadecji zachodnich? – Rozmawiałem z jednym z polityków prawicy polskiej o aborcji przy okazji zapisu o aborcji eugenicznej. Zapytałem go, dlaczego my na to zaostrzenie prawa aborcyjnego tyle czekamy, dlaczego nie jesteśmy w stanie tego przeforsować, lepszej okazji chyba nie będzie. Odpowiedział mi, że to nie jest popularne w społeczeństwie. Polityk tłumaczył się, że jeśliby nawet zmieniono przepisy aborcyjne, to jak przyjdą następcy, wszystko odkręcą i jeszcze bardziej zliberalizują to, co już jest - odpowiada ks. Bartołd.

Prowadzący rozmowę dziennikarz wskazał, że gdy lewica dojdzie do władzy, to i tak będzie chciała zwiększyć dostęp do aborcji w Polsce. - Oni tylko na to czekają. Oni nie będą się przejmowali krytyką środowisk konserwatywnych - podkreśla ks. Bartołd.

Proboszcz archikatedry warszawskiej, w której od 2010 roku regularnie odprawiane są Msze św. w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej przypomina, że PiS wprowadza wiele dobrych rozwiązań i chwali się, że to się ludziom podoba, pokazuje słupki poparcia. - Ale tutaj pojawia się pytanie, czy ja mam robić zawsze to, co się ludziom podoba, czy też bronić tych prawd chrześcijańskich, które są trudne we współczesnych czasach, mówić o nich, mimo że są niepopularne, właśnie dlatego, że jestem partią konserwatywną, że odwołuję się do dziedzictwa chrześcijańskiego - podkreśla ks. Bartołd. - Niestety w naszych partiach mieniących się jako prawicowe jest też sporo ludzi bardzo odległych od chrześcijańskich zasad życia.

Ks. Bartołd mówi także, że w demokracji mamy ciągle jakieś wybory, ale nie możemy demokratycznie redefiniować pewnych prawd, jak np. małżeństwo, poszanowanie życia ludzkiego, bo tego się nie da w sposób demokratyczny określać. - Prawdy objawionej się nie głosuje. Żadna większość nie może zmienić prawdy obiektywnej. Człowiek jest istotą omylną i nie może zmieniać fundamentów prawdy poprzez chwilowy kaprys. W demokracji liberalnej każdy ma swoją prawdę, „jest wiele prawd”, mówi ponowoczesność - dodaje kapłan.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zwycięstwo zdrowego rozsądku nad aborcją w Szkocji

2019-03-20 18:40

vaticannews / Edynburg (KAI)

Rada miasta Edynburga odrzuciła projekt rozporządzenia mającego zakazać obrońcom życia czuwań przed klinikami aborcyjnymi. Grupy pro-life nazywają tę decyzję „zwycięstwem zdrowego rozsądku”.

AnyaLogic / Foter.com / CC BY

Rada miasta, służba zdrowia oraz policja rozważały możliwość wprowadzenia specjalnych stref przed klinikami aborcyjnymi, gdzie zakazana byłaby modlitwa i rozmowy z korzystającymi z „usług” tych instytucji. Powodem miało być „niepotrzebne dręczenie” tzw. pacjentów. Jak orzeka jednak raport rady miasta: „nie ma na to żadnego przekonywującego dowodu”, co za tym idzie władze miasta nie zakażą obrońcom życia takich działań.

Jak mówi Michael Robinson, odpowiedzialny za komunikację z mediami przy szkockim Towarzystwie na rzecz Ochrony Nienarodzonych Dzieci (SPUC), oficjalne dane potwierdzają, że kobiety ubogie w tym kraju mają dwukrotnie wyższy wskaźnik dokonywania aborcji niż kobiety zamożne. „Pokojowe czuwania obrońców życia oferują praktyczne, emocjonalne i finansowe wsparcie dla bezbronnych kobiet, które inaczej mogą być zmuszone do aborcji, której nie chcą” – dodaje Robinson.

W 2017 r. rozwiązania zakazujące czuwań przed klinikami przyjęła londyńska gmina Ealing, podczas gdy gmina Richmond upon Thames przeforsowała taki zakaz w ubiegłym miesiącu. Znane są przypadki procesów sądowych wytoczonych gminie przez matki, które dzięki czuwaniom obrońców życia ocaliły swoje dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem