Reklama

Rodzicielskie warsztaty – czy warto?

2019-01-30 11:37

Rozmawia Katarzyna Krawcewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 5/2019, str. VI

©drubig-photo - stock.adobe.com

Z Anną Walczak o coraz popularniejszych szkoleniach dla rodziców, o wychowaniu i wspieraniu dziecka rozmawia Katarzyna Krawcewicz

Katarzyna Krawcewicz: – Dzisiaj mamy wiele ofert różnych kursów czy szkoleń dla rodziców. Skąd taki popyt na te zajęcia?

Anna Walczak: – Rodzicom zależy na jakości relacji z dziećmi, by była ona pełna szacunku i wzajemnego zaufania i dlatego chcą rozwijać swoje umiejętności rodzicielskie. Rodzice szukają też na warsztatach wiedzy z zakresu wychowania dzieci oraz chcą się spotkać z innymi rodzicami, żeby wymienić się doświadczeniami. Taka forma spotkań warsztatowych temu służy. Jako prowadząca dostaję od uczestników informacje zwrotne po warsztatach i stąd wiem, że jest to dla nich również specjalny czas na refleksję. Mówią, że na co dzień są zabiegani i nie mają czasu pomyśleć, jakie działania czy sposób mówienia do dziecka służą jego rozwojowi. A przecież chcą zadbać o jakość kontaktu i relacji z dzieckiem, zbudować jego poczucie wartości, chcą po prostu, żeby sobie poradziło w życiu i żeby było szczęśliwe.
Często też rodzice mówią, że nie radzą sobie z własnymi emocjami. Martwią się np., że złoszczą się na dziecko, ale jednocześnie nie wiedzą, jak sobie poradzić ze swoją złością. I dlatego szukają pomocy – w różnej formie. A przede wszystkim szukają rozmowy. Ważny jest dla nich też ten specjalnie wygospodarowany czas, bo wtedy nie zajmują się dziećmi ani codziennymi obowiązkami, ale mogą spokojnie zastanowić się, jak chcą, żeby wyglądało ich rodzicielstwo.
Jesteśmy też bardzo niepewni i potrzebujemy, żeby ktoś nam powiedział, że jesteśmy wystarczająco dobrymi rodzicami.

– Jeszcze kilkadziesiąt lat temu takich zajęć nie było, a przynajmniej nie były one tak popularne i dostępne. Coś jest nie tak z dzisiejszymi rodzicami?


– Uczestnicy zajęć powtarzają, że nikt nie uczył ich bycia rodzicami. Nie chcą powtarzać tego, co robili ich rodzice. Mówią, że sami nie dostali od nich tego, co teraz chcieliby dać swoim dzieciom.
Nastąpiły zmiany w myśleniu, w kulturze, również zmiany w podejściu do dziecka. Zdaję sobie sprawę, że teraz będę mocno generalizować, jednak kiedyś powszechnie uważano, że rodzicielstwo polega na tym, żeby dziecku dać jeść, ubrać je odpowiednio, położyć spać o konkretnej godzinie. Emocje dziecka czy jego zdanie nie były brane pod uwagę. Brakowało rozmów i nie dbano o jakość relacji. Kiedyś rodzice koncentrowali się na tym, by mieć rację, a nie relację, przysłowiowe „dzieci i ryby głosu nie mają”.
Uczestnicy zajęć mówią, że w dzieciństwie brakowało im np. otwartości ze strony mamy czy taty, brakowało im rozumienia ich emocji. Wspominają, że gdy czegoś potrzebowali, nikt nawet nie wysłuchał ich potrzeby. Bo to nawet nie chodzi o realizację potrzeb, ale przede wszystkim o wysłuchanie. Dzisiaj coraz więcej rodziców chce brać pod uwagę potrzeby dzieci. Podkreślam, że potrzeby to nie zachcianki.
Kolejną sprawą, na którą kiedyś nie zwracano uwagi, jest wspieranie dziecka w byciu sobą. Odkrywanie, kim ono tak naprawdę jest.

– Kiedy przegląda się oferty warsztatowe, widać, że mają one różną formę.


– Można zapisać się na jednorazowy kilkugodzinny kurs, a można też przez pewien czas uczestniczyć w cyklicznych zajęciach. I w tym drugim przypadku już zaczyna tworzyć się pewna wspólnota, a nawet grupa wsparcia. Takie miałam doświadczenie, chociażby prowadząc ostatnio Szkołę dla Rodziców. Uczestnicy zaczęli dzielić się swoimi głębokimi przeżyciami. I nie chodziło już tylko o rodzicielstwo, zaczęli mówić o swoich osobistych trudnościach.
Wybierając natomiast krótszą formę, rodzice przychodzą nie tylko po wiedzę, ale też po konkretne narzędzia, np. co zrobić, żeby dziecko mnie słuchało, żeby ze mną współpracowało, żeby nie krzyczało. Chcą mieć też możliwość zadawania pytań, które rozwiewają różnorodne wątpliwości, chcą usłyszeć, jak inni rodzice radzą sobie z problemami, które pojawiają się w wychowywaniu dzieci.

– I takie narzędzia dostają?

– Na pewno zależy to od warsztatu. Ale ja osobiście coraz bardziej się przekonuję, że im lepiej dbam o siebie i swoje potrzeby, tym mniej potrzebuję konkretnych narzędzi do bycia dobrym rodzicem. Naprawdę muszę zacząć od siebie. Nawet nie jako mama. Najpierw jestem osobą, potem mamą. Moje potrzeby – nie przede wszystkim, ale również.

– Dzisiaj nie ma jednej koncepcji wychowawczej, a wiele z nich się wzajemnie wyklucza. Jak zatem wybrać dobre warsztaty?


– Czasami trzeba pójść na warsztaty po to, żeby się przekonać, że ta metoda nie jest dla mnie. Nie da się z góry przewidzieć pewnych rzeczy. Warto pytać znajomych, którzy w czymś brali już udział. A potem sprawdzać samemu, czy ta wiedza jest przydatna w mojej rodzinie. Jeżeli od razu mamy opory przed przyjęciem jakiejś koncepcji, to prawdopodobnie nie jest ona dla nas. Warto słuchać swojej rodzicielskiej intuicji.
Ja też musiałam wiele się nauczyć jako rodzic, chociaż jestem pedagogiem. I po latach doświadczeń wiem, że dzisiaj nie wybrałabym warsztatów, które koncentrują się tylko na zmianie zachowania dziecka, czyli takich: co zrobić, żeby dziecko przestało płakać, żeby szło spać o jednej porze itd. Nie poszłabym na warsztaty, które miałyby mnie nauczyć żelaznej konsekwencji w wychowywaniu dzieci. Wolałabym np. uczyć się, jak towarzyszyć dziecku, kiedy przeżywa trudne emocje. I tu wrócę do moich potrzeb – jeśli umiem się sobą zaopiekować, to wtedy łatwiej mi przyjrzeć się potrzebom mojego dziecka, mam w sobie chęć do bycia blisko niego. Mam czas na to, żeby usiąść przy nim i już nawet niekoniecznie coś mówić, tylko być. I nie potrzebuję uczyć się na pamięć metod, bo moja empatia pomoże mi tak naprawdę usłyszeć moje dziecko i to, czego ono potrzebuje. Pamiętajmy też, że warsztaty nie mają wzbudzać w nas poczucia winy ani sprawiać, że będziemy się kontrolować z ołówkiem w ręku, czy wykonaliśmy wszystkie zadania. Nie o to w tym chodzi.

– Z Katarzyną Piosik-Łobaczewską będziecie od lutego prowadzić różne spotkania rodzicielskie. Co to będzie?


– 8 lutego zapraszamy na Rodzicielską Mapę Marzeń – będziemy rozmawiać o tym, jak dbać i rozwijać kontakt z dzieckiem oraz o co chcemy szczególnie zadbać w tym kontakcie w bieżącym roku. 16 marca będzie warsztat „Jak zatroszczyć się o siebie, by być troskliwym rodzicem”, 13 kwietnia spróbujemy zrozumieć emocje dziecka, a 18 maja skupimy się na rodzicielskiej złości. Spotykamy się w Zielonej Górze, przy ul. Lisowskiego 7.
Zapisy przyjmujemy pod nr. tel. 792 031 010 lub e-mailowo: pedagog.ania@gmail.com .

Tagi:
rodzina dzieci

Reklama

Chcą pomagać innym

2019-03-06 10:19

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 10/2019, str. IV-V

W sandomierskim ośrodku rekolekcyjnym „Quo vadis” odbyła się Oaza Rekolekcyjna Animatorów Rodzin (ORAR) drugiego stopnia. Organizatorem rekolekcji, w których brało udział 100 osób, był Domowy Kościół, rodzinna gałąź Ruchu Światło-Życie

Ks. Adam Stachowicz
Uczestnicy oazowych rekolekcji

W rekolekcjach uczestniczyło 31 małżeństw z dziećmi, w tym 9 małżeństw z naszej diecezji. Zarówno ORAR pierwszego stopnia, odbywająca się na początku ferii, jak i obecna drugiego stopnia cieszyły się dużym zainteresowaniem. Sandomierski ośrodek rekolekcyjny był pełen małżonków przeżywających rekolekcje i doskonalących się w zdobywaniu wiedzy odnośnie posługiwania jako par animatorskich oraz dzieci mających swoje zajęcia pod czujnym okiem Diakonii Wychowawczej.

Wymiar duchowy

W Oazie Rekolekcyjnej Animatorów Rodzin ważny jest element szkoleniowy oraz podnoszenie swoich umiejętności i kwalifikacji, ale jeszcze istotniejszy jest aspekt duchowy, czyli przeżywanie spotkania jako formy rekolekcji.

Mówi o tym ks. Artur Dyjak: – Nie są to jakieś warsztaty, czy szkolenia dla Domowego Kościoła, ale jak nazwa mówi – rekolekcje. Zasadniczo więc chodzi o przeżycie obecności Chrystusa i jeszcze większe otwarcie na Jego wolę na drodze powołania małżeńskiego. W ramach formowania dojrzałej wiary w Domowym Kościele tak pojmowana jest funkcja tzw. pary animatorskiej – jako wybór i zaproszenie do współpracy z Chrystusem. W kontekście tej prawdy uczestnicy uświadamiają sobie wymiar odpowiedzialności w posłudze wobec innych małżeństw, przypominają sobie, bądź zapoznają się z zadaniami pary animatorskiej, celami, metodami, środkami i wizją drogi małżeńskiej do świętości w Domowym Kościele. Jak wszystkie rekolekcje w ramach ruchu, tak i te oparte są na przeżyciu i spotkaniu w małej wspólnocie Kościoła (grupie – kręgu) – zaznacza duchowy przewodnik rekolekcyjny.

W rekolekcjach uczestniczyli Luiza i Mariusz z parafii Zaleszany. Zapytani o przeżywane rekolekcje oraz o to, co daje im Domowy Kościół – odpowiadają: – Bycie w Domowym Kościele daje nam siłę do dalszego pracowania nad naszym małżeństwem. Kiedy Boga postawimy na pierwszym miejscu, nasze małżeństwo ma siłę na każdy dzień. Te rekolekcje pokazują nam, że jesteśmy na właściwej drodze w budowaniu naszych relacji małżeńskich i rodzinnych z Bogiem.

Aby lepiej posługiwać

Rekolekcje tego typy charakteryzuje bogactwo programu i intensywność zajęć podejmowanych w poszczególne dni. Jak zaznaczają Halina i Stanisław Pikulowie: – Celem rekolekcji było uświadomienie uczestnikom nadprzyrodzonego wymiaru odpowiedzialności w posłudze pary animatorskiej, gdyż animatorzy zostają imiennie wybrani, powołani i „zaproszeni” przez Boga do posługi innym małżonkom należącym do Domowego Kościoła. Podczas rekolekcji doświadczaliśmy obecności Chrystusa na modlitwie, podczas Eucharystii, w tematach omawianych podczas konferencji, we wspólnocie i w drugim człowieku. Poprzez słowo, które Pan Bóg kierował do nas każdego dnia, również przez kapłana, umacnialiśmy naszą wiarę, miłość małżeńską i rodzinną. Staraliśmy się zachęcić małżonków do wierności charyzmatowi Ruchu Światło-Życie i zasadom Domowego Kościoła oraz ukazać i przypomnieć piękno duchowości małżeńskiej, tj. drogę świętości dla małżonków kroczących do Pana Boga – nie osobno, ale razem, drogę, którą wskazał nam nasz założyciel ks. Franciszek Blachnicki. Pragnęliśmy zapalić wszystkich uczestników rekolekcji do gorliwości w wypełnianiu powołania.

Czas świadectwa

Każde rekolekcje odbywające się metodą przyjętą w Ruchu Światło-Życie związane są z Godziną Świadectwa, czyli dzieleniem się uczestników oraz prowadzących przeżyciami i doświadczeniami zdobytymi podczas turnusu.

Od Kasi i Szymona mogliśmy usłyszeć: – Do Domowego Kościoła należymy już trzeci rok. Już od jakiegoś czasu chcieliśmy uczestniczyć w takich rekolekcjach, aby uzupełniać naszą formację. Jesteśmy animatorami kręgu, dlatego czujemy się odpowiedzialni za wzrost duchowy nas i naszych przyjaciół. Rekolekcje pozwoliły nam na nowo odkryć, kim jest animator i jaki powinien być ideał pary animatorskiej. Uświadomiły nam, że nasza posługa animatorska nie jest dziełem przypadku – zostaliśmy wybrani przez samego Pana Jezusa. Bardzo ważna w tej posłudze jest nasza jedność jako małżonków. Razem mamy się uświęcać i prowadzić do zbawienia, dlatego ogromnym przeżyciem dla nas było odnowienie przysięgi małżeńskiej i modlitwa małżonków przed Najświętszym Sakramentem. Temat zadań pary animatorskiej, współpracy z kapłanem czy darów Domowego Kościoła przypomniał nam o naszym charyzmacie. Fantastyczną sprawą było świadectwo Sylwii, która powiedziała nam o obronie życia i Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego.

Żona Kasia jeszcze dodaje: – Kilka lat temu było mi to bardzo bliskie i modliłam się za dzieci nienarodzone, jednak później z racji obowiązków, przestałam. Dziś wiem, że muszę do tego wrócić. Kolejnym wspaniałym darem było świadectwo Jerzego, który opowiedział o Krucjacie Wyzwolenia Człowieka. Z mężem jesteśmy już w krucjacie, ale każde świadectwo jest umocnieniem na naszej drodze.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Historia, która zmieniła świat

2019-03-19 18:15

Łukasz Krzysztofka

Co łączy całun turyński i polski obraz Jezusa Miłosiernego? Jaką misję otrzymała od Jezusa siostra Faustyna Kowalska? Jak rozwijał się kult Bożego Miłosierdzia na świecie? Tego dowiemy się z wyjątkowego filmu „Miłość i Miłosierdzie”, którego przedpremierowy pokaz odbył się w kinie „Atlantic” w Warszawie.

Łukasz Krzysztofka

„Miłość i Miłosierdzie” to niezwykła opowieść o polskiej zakonnicy, siostrze Faustynie – kanonizowanej przez papieża Jana Pawła II, mistyczce i wizjonerce, która w swoim życiu stanęła przed wykonaniem bardzo ważnej misji. Film przedstawia nieznane do tej pory fakty i przybliża widzom narodziny niezwykłego kultu Bożego Miłosierdzia, który zyskał popularność na całym świecie. W tle znajdziemy fascynującą historię polskiego obrazu, który przedstawia wierny wizerunek Chrystusa oraz dowody naukowe na jego zgodność z całunem turyńskim i chustą z Oviedo.

Łukasz Krzysztofka

- Jednym z fascynujących faktów jest historia wileńskiego obrazu, przedstawiającego objawiony wizerunek Chrystusa – tożsamy, jak się okazuje, z całunem turyńskim i sławną chustą z Oviedo. Obraz, przy którego malowaniu uczestniczyła Faustyna, jest jednym z nielicznych źródeł wiedzy o tym, jak wyglądał Zbawiciel. W filmie przedstawiamy badania naukowe na ten temat – mówił reżyser filmu Michał Kondrat.

Film ukazuje też zaskakującą historię malarza pierwszego obrazu Jezusa Miłosiernego - Eugeniusza Kazimirowskiego. W przestrzeni publicznej ten obraz możemy oglądać dopiero od 2003 roku. Film przedstawia to, co działo się z nim przez te wszystkie lata.

- Istota św. Faustyny jest w jej wnętrzu. Ona miała niesamowite życie wewnętrzne, relację z Jezusem, była skupiona na tym, co ma zrobić. Tym bardziej wiele rzeczy po drodze, jak i ograniczeń wewnętrznych jej w tym przeszkadzało. Wiele rzeczy jej nie wychodziło, miała swoje cierpienia, swoją chorobę i to wszystko było jej – podkreślała Kamila Kamińska, odtwórczyni głównej roli, nagrodzona za najlepszy debiut aktorski na festiwalu filmowym w Gdyni, gwiazda hitów „Najlepszy” i „Listy do M. 3”.

Aktorka przyznała, że po pracy przy tym filmie pogłębiła się jej relacja z Jezusem. - Widzę, że już dużo się w moim życiu zaczęło zmieniać na dobre. Czasem jest nawet trudniej, gdy buduję swoją relację z Jezusem i wtedy mówię: Jezu, ufam Tobie. Tak właściwie to dopiero po filmie zaczęłam z głęboką świadomością te słowa wypowiadać, nawet nie tyle jej rozumiejąc, co czuć – że jest coś więcej, że większa od wszystkiego jest Miłość. I to daje spokój – mówiła filmowa św. Faustyna.

Nie mniejszą rolę w objawieniu światu prawdy o Bożym Miłosierdziu odegrał bł. Ks. Michał Sopoćko, wybitny kapłan i spowiednik wizjonerki. Był on bezpośrednio związany z tajemnicą objawień Jezusa Miłosiernego. Bóg wyznaczył dla niego niezwykle ważną rolę – realizację misji przekazanej siostrze Faustynie. Temu dziełu poświęcił on niemalże całe swe życie. Film zawiera nieznane lista ks. Michała Sopoćki.

W filmie „Miłość i Miłosierdzie” wystąpili również: Macieja Małysa, odtwórca roli bł. ks. Michała Sopoćki - który zagrał u boku samego Johna Voighta w głośnym filmie „Jan Paweł II” oraz Janusz Chabior znany szerokiej widowni chociażby z produkcji „Wołyń”. Tu wcielił się w postać malarza Eugeniusza Kazimirowskiego. Reżyserem jest Michał Kondrat – twórca m.in. produkcji „Dwie Korony” poświęconej historii św. Maksymiliana Kolbe.

Film, nad którym patronat medialny objęła „Niedziela”, będzie wyświetlany w dziewięciu krajach Europy, USA, prawie całej Ameryce Południowej, Korei Płd., a także na Filipinach. Na ekrany polskich kin wejdzie 29 marca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież nie spotka się z migrantami

2019-03-20 20:07

vaticannews / Tanger (KAI)

Relacje między katolikami i muzułmanami w Maroku są bardzo dobre. Kraj ten jest tradycyjnie tolerancyjny dla mniejszości. Co więcej spotykam się tu z większym szacunkiem i otwarciem niż na przykład w Hiszpanii – powiedział arcybiskup Tangeru Santiago Agrelo Martinez na 10 dni przed papieską podróżą do tego kraju.

Wojciech Łączyński

Ten hiszpański biskup misyjny pełni swoją funkcję od 11 lat. Zapewnia, że współpraca z muzułmanami układa mu się dobrze i stale się rozwija. To nie ona będzie więc głównym tematem tej podróży, choć, jak zaznaczył, zarówno w świecie chrześcijańskim, jak i muzułmańskim trzeba wyciszać wzajemne resentymenty, bo to może prowadzić tylko do złego.

Głównym problemem Kościoła w Maroku są obecnie migranci. Bardzo często znaleźli się oni w ślepym zaułku: ani nie mogą przedostać się do Europy, ani nie mogą wrócić do domu. Mówi abp Martinez.

"Tym, co najbardziej leży mi na sercu, jest więc nie tyle relacja ze światem muzułmańskim, co sytuacja migrantów. Tu napotykamy najwięcej trudności. Ci młodzi ludzie, zarówno tu w Maroku, jak i w Libii, znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. Nie mają żadnej przyszłości. Wszystkie drogi są dla nich zamknięte. Polityka zamyka im drogę. Mam nadzieję, że Papież zajmie się tym problemem. Ci młodzi ludzie mają wielkie oczekiwania względem wizyty Ojca Świętego w Maroku. Oni sami nie będą mogli się spotkać z Franciszkiem, bo nie mają dokumentów, nie mają zameldowania. Nie będą mogli być blisko Papieża, ale mam nadzieję, że Papież będzie blisko nich i że oni to poczują – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Martinez.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem